POLITYKA

Wtorek, 21 listopada 2017

Polityka - nr 21 (3111) z dnia 2017-05-24; s. 36-37

Społeczeństwo

Bartosz Józefiak

Miasta bez M

Polityka lokalowa miast sprowadza się do zasady: jak najmniej lokali. I lokatorów.

Helena od trzech lat jest spakowana. Talerze, sztućce, ubrania ma poupychane po kartonach. Halina (siedem lat czekania) zastanawia się, czy w nowym mieszkaniu będzie musiała biegać do kibelka przez dwa piętra. Agnieszka (sześć lat czekania) marzy, by w nowym domu mieli choć pięć metrów na osobę. Dziś dla siebie, Roberta i trzech synów ma 20 m – razem z kuchnią i łazienką.

Tak w Łodzi czeka na lokal socjalny 5,5 tys. rodzin. W całym kraju: 61 tys. Często to ludzie wyrzuceni z domów za długi. Gminy muszą dać im lokum socjalne, czyli o obniżonym standardzie. Na te nowe domy jeszcze sobie poczekają.

Helena szafę w stołowym od tyłu obłożyła folią, żeby nie wchodził grzyb. Jakby wiedziała, kiedy ją wyrzucą, toby zerwała boazerię, wyłożyła watą szklaną, ułożyła kartongips i nową tapetę. A tak grzyb za szafą rośnie sobie w spokoju. Ostatnio jej piesek pogryzł tapetę. Też nie wymienia. Po co? Zaraz może jej tu nie być.

Mąż Ryszard prowadził zakład samochodowy. Wcześniej mieszkali w bloku. Po wylewie męża przenieśli się do mieszkania socjalnego. Helena przez chore nogi mogła pracować tylko w domu. Żeby zarobić 700 zł, składała 25 200 zamków do pralek w miesiącu. Ale zlecenie się skończyło.

A wydatki rosły. Cewnik dla męża: 5 zł sztuka (zakłada się rano i wieczorem). Pampersy 100 zł miesięcznie, do tego leki – 300 zł. Prąd, gaz, węgiel. Czynsz to już było za dużo. I tak zadłużyli mieszkanie na 1,3 tys. zł. Z odsetkami zrobiło się 3 tys. zł. Dostali eksmisję. Sąd przyznał im jednak prawo do lokalu socjalnego. Gdyby miesięcznie mieli chociaż z tysiąc, to na pewno by długu nie było. Jak to wytłumaczyć, że człowiek, który ciężko pracował przez 35 lat, dorobił się tylko 535 zł renty?

Trochę się z tym sądem urzędnicy pospieszyli. Mogli poczekać lub w ogóle nie zakładać sprawy. Ale urząd miasta Łodzi nie czekał. Nie czekają też w innych miastach. Według GUS 70 proc. wykonanych eksmisji dotyczy mieszkań gminnych. Jolanta Baranowska z łódzkiego magistratu tłumaczy, że dłużnicy zalegają miastu 250 mln zł, które trzeba jakoś odzyskać. A zdarzają się tacy, którzy od razu wpłacili 38 tys. zł, gdy zajrzała im w oczy eksmisja. Dlaczego nie płacili regularnie?

Po trzech latach dla Heleny i męża lokal się znalazł. Mur przed oknem, po sąsiedzku – speluna. Na zewnątrz – masakra. Jak wewnątrz – tego Helena nie wie, bo urzędnicy zwykle nie pozwalają oglądać mieszkań. Sąsiadce zaproponowali kwaterę z jedną toaletą na osiem rodzin. Jakie to są warunki? Helena marzy tylko o centralnym ogrzewaniu. Na elektryczne jej nie stać, a węgla do swojego kopciucha nie ma już siły nosić. Tamtego lokalu nie przyjęła.

Pod Heleną żyło małżeństwo, które wyprowadziło się osiem lat temu. Wciąż dostają listy z administracji. Jak to możliwe, że ludzie czekają, a mieszkania stoją puste? – myśli.

Ryszard nie doczekał przeprowadzki. Helena, jak tylko dostała odszkodowanie po mężu (4 tys. zł), połowę oddała do mieszkaniówki. Żeby już się pozbyć długu. Żeby nie myśleć o nim bez przerwy. Żeby miała prawo do zwykłego domu, nie socjalnego. Dzwoniła do magistratu, ale telefon odbierają tam najszybciej po pół godzinie. Pojechała więc z koleżanką do mieszkaniówki. Jak już wystała swoje, usiadła przed młodym panem w okularach. A ten jej mówi, że do kolejki po mieszkanie wróci, ale jak będzie regularnie płaciła czynsz. Czyli do dziesiątego. Helena pyta, czy on swoją urzędniczą mocą może sprawić, żeby dostawała rentę wcześniej? Bo do niej listonosz zagląda na dwudziestego piątego. Nie będzie mieszkania.

Jak wyjaśnia Jolanta Baranowska, w dwa lata przybędzie w Łodzi ponad dwieście lokali socjalnych. Miasto więc buduje. Ale też sprzedaje. W 2012 r. łódzki magistrat miał 60 tys. mieszkań. Dziś tylko 46 tys. W urzędniczych strategiach napisano: dążeniem miasta jest pozbycie się własnych lokali.

Nie jest to łódzka specjalność. Przez 10 lat liczba mieszkań należących do samorządów spadła z 1,2 mln do 886 tys. Chodzi nie tylko o lokale socjalne, ale też zwykłe mieszkania z takimi luksusami jak łazienka i centralne ogrzewanie. Ubywa ich w Poznaniu, Krakowie, Wrocławiu, Białymstoku czy Gdańsku.

Gminy sprzedają po atrakcyjnych cenach i z ogromną zniżką. W ten sposób osoby, które dotąd wynajmowały lokum od miasta, mają cztery ściany na własność. A urzędnicy mają problem z głowy. Nie muszą martwić się remontami ani ponosić kosztów utrzymania. ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]