POLITYKA

Piątek, 24 maja 2019

Polityka - nr 12 (2646) z dnia 2008-03-22; s. 54-57

Świat

Marek Ostrowski

Miasto dwustu języków

Swinging London, tańczące, wibrujące miasto – mówiono 40 lat temu. Dziś już nie tak roztańczone, ale wielkie pieniądze i młodość wciąż są jego napędową siłą.

Nazwy w mieście odbijają wszystkie zakątki świata. Trafalgar to nazwa przylądka na południowym zachodzie Hiszpanii. Menelik, Yukon, La Belle Sauvage, Piccadilly, Zampa, Alaska, Manchuria (Mandżuria), Trocadero, Pimlico, Belgravia i setki innych placów i ulic nazywano na cześć zdobywców kolonii, ziem na wszystkich kontynentach albo bitew w wojnach burskich. Już w połowie XVIII w. posługiwano się zwrotem the city of nations i już wtedy, choć imigrantów nie było przecież wielu w porównaniu z epoką dzisiejszą, kronikarz pisał, że Londyn to pępek światowego doświadczenia, gdzie „uchodźcy, wyrzutkowie, podróżni i kupcy znajdują punkt schronienia, nauki, handlu, a też arenę walki na śmierć i życie”.

Mówią, że Londyn to po prostu wielka wieś, która ciągnie się przez sto kilometrów. Istotnie, nie ma innego miasta w Europie, gdzie tylu ludzi mieszka we własnych domkach. Ale tej wsi daleko do monotonii. Mamy na przykład Hampstead – wioskę artystów, rezydencje w ogrodach – eleganckie Chelsea, Sloane Sq., Soho, Belgravię, Putney, Wimbledon – każde ...

Załączniki

  • Kolorowy Londyn

    Kolorowy Londyn

  • Londyńczycy ze świata

    Londyńczycy ze świata