POLITYKA

Niedziela, 21 kwietnia 2019

Polityka - nr 30 (2868) z dnia 2012-07-25; s. 18-21

Temat tygodnia

Tadeusz Olszański

Miasto na medal

W piątek, 27 lipca, uroczyste otwarcie olimpiady w Londynie. Warto przypomnieć, że stolica Wielkiej Brytanii już dwukrotnie ratowała nowożytne igrzyska olimpijskie. Pierwszy raz w 1908 r., kiedy igrzyska rozsypały się organizacyjnie. I po raz drugi, w 1948 r., kiedy po II wojnie światowej na ich organizację nikogo nie było stać.

Największą krzywdę inicjatorowi pomysłu wskrzeszenia igrzysk olimpijskich, baronowi Pierre’owi de Coubertinowi, wyrządziła własna ojczyzna. Zamiast kontynuacji udanej olimpiady w Atenach (1896 r.), drugie igrzyska w Paryżu były szczytem bałaganiarstwa. Potraktowano je haniebnie, byle odczepić się od nawiedzonego olimpijską manią barona. De Coubertin był przekonany, że olimpiada stanie się perłą organizowanej w 1900 r. w Paryżu wystawy światowej, ale Francuzi zakochali się w zbudowanej z tej okazji wieży Eiffla, pokazach mody, przedstawieniach operowych i kankanie tańczonym w Moulin Rouge. Sport ich w ogóle nie obchodził.

Zamiast odbyć się w ciągu tygodnia, jak to było w Atenach, igrzyska ciągnęły się niemal pół roku! Rozpoczęły się 14 maja, a skończyły 28 października. Zawody odbywały się w różnych miejscach, często nieprzystosowanych do uprawiania sportu. W przypadku lekkiej atletyki – w Lasku Bulońskim. Pół biedy było tam z biegami i skokami, bo wykorzystano szerokie aleje. Gorzej z rzutami. I tak w samym środku sektora, w ...