POLITYKA

Piątek, 22 lutego 2019

Polityka - nr 17 (2702) z dnia 2009-04-25; Polityka. Polska w Unii. Pierwsze 5 lat; s. 25-27

Marek Ostrowski

Miasto na wzgórzu

Unia powstała jako dzieło marzycieli, idealistów. Jeśli dziś wytraca impet, to dlatego, że pierwotne założenie: „jak nie było Europy, to mieliśmy wojnę”, wydaje się dziś kompletną abstrakcją. Czy Unia potrzebuje dziś nowej wielkiej idei, czy tylko programu minimum?

Zdanie: „jak nie było Europy, to mieliśmy wojnę”, pochodzi ze słynnej deklaracji Roberta Schumana, jednego z ojców założycieli Unii – z 9 maja 1950 r.– ówczesnego ministra spraw zagranicznych Francji. Deklaracja ta łączy patos idealistów z trzeźwością biznesu: proponuje umieszczenie całej francusko-niemieckiej produkcji węgla i stali pod wspólnym zarządem! Po to, by wszelka wojna między Francją a Niemcami stała się „fizycznie niemożliwa”.

Śmiałość tego rewolucyjnego, antyrynkowego i antykonkurencyjnego pomysłu zdumiewa. To tak, jakby dziś zaproponować wspólny zarząd w dziedzinie energii. „Czemu dziś nie utworzyć Europejskiej Wspólnoty Energii, tak jak dawniej stworzono Europejską Wspólnotę Węgla i Stali? A czemu nawet nie Wspólnoty Obronnej?”pytał przed dwoma laty Jean-Louis Bianco, dawniej sekretarz generalny Pałacu Elizejskiego. Samo pytanie zakrawało na fantazjowanie czy dziecięcą naiwność. Nikt o takich wspólnotach nie myśli. Jeśli potrzeby energetyczne całej Unii wzrosną (a ocenia się, że sam sektor energii elektrycznej wymaga co najmniej 900 mld euro inwestycji w ciągu najbliższych 20 lat!), ...