POLITYKA

środa, 17 lipca 2019

Polityka - nr 46 (2167) z dnia 1998-11-14; s. 38-39

Świat

Artur Górski

Między Cnotą a Dobrobytem

75 lat temu młody, ambitny generał chciał przenieść swój kraj z Azji do Europy, zmienił alfabet i kalendarz, kobietom zdjął czadory, mężczyznom kazał wdziać marynarki i kapelusze, odebrał władzę duchownym. Dziś Turcy są rozgoryczeni - Stary Kontynent nie chce ich wpuścić na salony, czyli do Unii Europejskiej. Toteż grozi rewanżem: zablokowaniem rozszerzenia NATO i zerwaniem unii celnej z Brukselą. Ta gorycz wynika z faktu, że Turcja pragnie stać się integralną częścią Zachodu, a Zachód tego nie dostrzega.

Generał Kemal Pasza Atatürk chciał diametralnie zmienić wizerunek Turcji - z azjatyckiego straszaka w pełnoprawnego uczestnika polityki międzynarodowej. Z potęgi, gotowej wchłonąć wszystko, co tylko zdoła, w silne państwo, oparte na zachodnich regułach gry, dominujące jedynie w swojej części świata.

Dlatego w 1923 r. nowy prezydent, który przejął władzę jeszcze w Turcji osmańskiej (patrz obok "Zmierzch imperium"), postanowił zbudować państwo narodowe w - o ile to możliwe - historycznych granicach. W budowie przeszkadzał mu jednak islamski balast. Toteż zrzucił go sekularyzując kraj, zakazując noszenia tradycyjnych fezów, nadając kobietom równe prawa z mężczyznami, usuwając z instytucji publicznych symbole religijne czy nadając Turkom nazwiska. Zdając sobie sprawę, że reformy te mogą wywołać wrzenie wśród konserwatywnych islamistów, władzę swą oparł na armii, z której się wywodził i której lojalności był pewien. I na dobrą sprawę silna pozycja wojskowych utrzymała się do dziś; w 75-letniej historii republiki armia niejednokrotnie udowodniła swą pozycję i&...