POLITYKA

Piątek, 24 maja 2019

Polityka - nr 15 (3054) z dnia 2016-04-06; s. 89-91

Kultura

Piotr Sarzyński

Mieszko, Mieszko, mój koleżko

Na obchodach milenijnych w 1966 r. zaciążyła wojna komunistów z Kościołem katolickim. 1050. rocznicę chrztu Polski będziemy fetować w przymierzu władzy z hierarchami. Co nie musi przełożyć się na lepszą jakość.

Święto roku 1966 odbywało się w dwóch równoległych światach i w dwóch przeciwnych narracjach. Kościelnej, skupionej na wierze, walce o rząd dusz, zapewniającej, że oto czcimy wyłącznie rocznicę chrztu Mieszka I. Oraz państwowej, świeckiej i uparcie przekonującej, że czcimy tysiąclecie państwa polskiego. O fobiach władzy niech świadczy fakt, że w obszernej broszurze „Bilans Obchodów Tysiąclecia Państwa Polskiego” wydanej w 1967 r. przez Ogólnopolski Komitet Frontu Jedności Narodu (ta organizacja koordynowała przedsięwzięcie w skali kraju) ani razu nie pada nawet słowo „chrzest”.

Dla władz ta rocznica była jak gorący kartofel wyrzucony z ogniska historii wprost w ich ręce. By się więc zbyt mocno nie poparzyć, do sprawy zabrano się z podstępnym zmysłem strategicznym. Przede wszystkim uroczyste obchody zainaugurowano specjalną uchwałą Sejmu już w 1958 r., a więc na osiem lat przed datą „zero”. Nie było wyjścia, bo rok wcześniej prymas Polski kard. Stefan Wyszyński rozpoczął doroczną, celebrowaną ...