POLITYKA

środa, 22 maja 2019

Polityka - nr 12 (3051) z dnia 2016-03-16; s. 20-22

Polityka

Adam Szostkiewicz

Milczenie pasterzy

Kościół odzywa się szybko, gdy chce bronić biskupa przed oskarżeniami, że był TW lub pedofilem. Ale milczy choćby w sprawie Lecha Wałęsy, wiernego syna Kościoła, gdy z obozu nowej władzy słychać, że to był tylko „kapuś”.

Był czas, gdy Kościół stał murem za Wałęsą. Wspierał go w krótkiej epoce pierwszej Solidarności, mniej zdecydowanie pod koniec PRL, kiedy podziemna Solidarność słabła, ponownie podczas rozmów Okrągłego Stołu, kiedy Solidarność z Wałęsą wrócili do gry o Polskę. Wówczas Kościół wysłał swych przedstawicieli, by byli świadkami tego przełomowego wydarzenia. Ks. (a dziś biskup) Alojzy Orszulik bywał w Magdalence razem z Wałęsą, Czesławem Kiszczakiem, Adamem Michnikiem i Lechem Kaczyńskim.

Lech Wałęsa był wtedy w Kościele ikoną patriotyzmu i ludowej katolickości. Z perspektywy Kościoła idealnie pasował do roli przywódcy narodowego: zna doskonale kod kulturowy masowego Polaka katolika, umie mówić jego językiem i rozumie jego emocje. Kościół mógł mieć nadzieję, że pod rządami Wałęsy Polska będzie katolicka, a to było i pozostaje celem polityki kościelnej, i ma poparcie sporej części społeczeństwa, która dziś zwykle głosuje na PiS.

Po latach bp Orszulik zdystansował się od transformacji, bo jego zdaniem wiele postulatów Kościoła ...