POLITYKA

Wtorek, 25 czerwca 2019

Polityka - nr 41 (2422) z dnia 2003-10-11; s. 20-22

Sylwetka / Jerzy Hausner

Joanna Solska

Minister od spraw beznadziejnych

– Czasy PRL. Jestem w kinie, kończy się Polska Kronika Filmowa i nagle na scenę wbiega student piątego roku Jurek Hausner – wspomina jeden z profesorów. Poinformował, że zatańczy twista, bo założył się z kolegami, bodajże o wino. Odtańczył, przeprosił i wrócił na miejsce. Kiedy potem starał się o asystenturę, dziekan uznał, że taki wybryk dyskwalifikuje go jako naukowca.

Dziś wicepremier Jerzy Hausner występuje przed publicznością w trochę podobnej roli: samotnie musi wykonać kilka krętych figur.

Dla jednych jest bowiem socjalistą, któremu brak odwagi w cięciu wydatków; dla innych, w tym znakomitej części kolegów z SLD – na odwrót – zgniłym liberałem, który przedstawia program, jakiego lewica zaakceptować nie może.

Hausner zawsze potrafił zrobić coś zaskakującego. Już jako student pierwszego roku w marcu 1968 r. dostał naganę za popieranie „elementów wywrotowych”. – Nie byłem żadnym opozycjonistą, to był po prostu odruch niezgody na niesprawiedliwość, jaką wyrządzono moim kolegom – wyjaśnia dzisiaj.

Ojciec mógł być starszym kolegą Jurka, miał od niego zaledwie 18 lat więcej, ale to po stryju, znanym zawodniku Cracovii, odziedziczył zamiłowanie do piłki nożnej. Ojciec tuż po wojnie uciekł z Krakowa na Ziemie Odzyskane. Tam poznał matkę, którą właśnie uwolniono z obozu.

Byli typowymi przedstawicielami pokolenia ZMP, widzieli w nowej Polsce wielką przyszłość i byli w nią bardzo zaangażowani – ...