POLITYKA

Czwartek, 25 kwietnia 2019

Polityka - nr 7 (2996) z dnia 2015-02-11; s. 108-113

Na własne oczy

Marta Nowakowska

Miss slumsu

Laureatki konkursu stały na torach. Były w wieczorowych sukniach krępujących ruchy i w wysokich szpilkach, które wbiły się w błoto pomiędzy kolejowymi podkładami. I wtedy w wizjerze aparatu fotograf zobaczył nadjeżdżający pociąg.

Tępy nos lokomotywy pojawił się jak duch. Pociąg jechał szybko, w całkowitej ciszy, nie trąbiąc na tłumy pieszych, którzy szli po torach, na kozy i kury, na bawiące się dzieci. W ostatniej chwili zaczęli uciekać z szyn.

Kibera, największy slums kenijskiej stolicy Nairobi, jest już wprawdzie legalną i uznawaną przez rząd dzielnicą (przez wiele dziesięcioleci oficjalnie nie istniała), ale pociągi, które przejeżdżają przez nią dwa razy dziennie, nadal nie zwalniają.

Jakiś przechodzień w ostatniej chwili popchnął Irene, która cudem uniknęła śmierci na torach.

Historia Irene

Irene Mwikali ma 19 lat i jest drugą wicemiss Amani Kibera (taką nazwę nosi stowarzyszenie organizujące konkurs piękności). Mieszka w domu, którego ściany zbudowane są z tektury i błota, a dach z blachy falistej. Po wodę musi chodzić do punktu jej wydawania, kanalizacji nie ma, ale przynajmniej jest prąd. – To nie najgorszy standard tutaj – podkreśla Irene.

Mieszka z matką i młodszą siostrą. Skończyła liceum i zdała maturę na takim poziomie, że ...