POLITYKA

Poniedziałek, 27 maja 2019

Polityka - nr 44 (3134) z dnia 2017-10-31; s. 93

Jerzy Pilch wspomina Zdzisława Pietrasika (20.11.1947–25.04.2017)

Jerzy Pilch

Mistrz tezy wyważonej

Zdzichu Pietrasik był człowiekiem kina i zarazem wiedział, że kino to nie wszystko. Przy takim założeniu krytykiem musiał być co najmniej dobrym. Kumplem był jednak lepszym.

2 czerwca, piątek, 2017

Śnił mi się Zdzichu Pietrasik. Dobrze wyglądał w białej koszuli i ciemnym garniturze, ale był pełen powagi, a nawet smutku. Umarli zresztą na ogół śnią się w minorowych tonacjach; nie pamiętam, żeby mi się kiedyś śnili rozbawieni nieboszczycy albo żeby ktoś opowiadał o facecjach, jakich w jego śnie dokonywali zmarli. Z żywymi zresztą podobnie: na ogół śnią się w powadze.

Czy Zygmunt Freud miał poczucie humoru? Czy on sam albo któryś z jego uczniów, następców, późnych wnuków napisał esej „Sen i śmiech”? Raczej nie. Freud – owszem – uważał wszelkie nieskrępowane wybuchy śmiechu za wskazane – intensyfikują one bowiem życie seksualne. Jak psychoanalityk (nawet król psychoanalityków) popiera śmiech, nie znaczy to, że ma poczucie humoru. Swoją drogą lata lecą, a psychoanaliza – choć dawno martwa – ciągle żyje.

Zdzichu, jakby wiedział, jaka była fabuła mojego snu o nim – uśmiałby się szczerze. On mianowicie szykował mnie w tym śnie na swego następcę. Gdzieś mu się spieszyło, gdzieś wyjeżdżał albo się ...