POLITYKA

Wtorek, 23 lipca 2019

Polityka - nr 1 (1) z dnia 2005-04-26; Tajemnice Końca Wojny; s. 56

Polityka

Mit Uncle Joe

Uncle Joe, czyli Wujaszek Józio, to Józef Stalin. Dziś czytamy ze zdziwieniem, jeśli nie z przerażeniem, pochwały, jakie znajdujemy pod adresem tego zbrodniarza w literaturze amerykańskiej i brytyjskiej, w dokumentacji lub wspomnieniach mężów stanu i dyplomatów. Skąd się wziął ów mit?

Syn prezydenta Roosevelta Elliot napisał w książce o swoim ojcu, że po pierwszym spotkaniu Franklina Delano ze Stalinem spytał ojca o wrażenia, jakie odniósł:
„– Jak określasz go jako człowieka?
– Jest masywny. Mówi przekonywająco, nie spiesząc się bardzo, pewny siebie, spokojny. Niewątpliwie wywiera niezatarte wrażenie.
– Spodobał się tobie?
Skinął głową z wyraźną aprobatą”.

Sam Elliot Roosevelt tak scharakteryzował szefa rządu radzieckiego: „Mimo spokojnego, głębokiego, opanowanego głosu i niskiego wzrostu miał w sobie niezwykły, dynamiczny wprost rozmach. Zdawało się, że posiada w głębi swej istoty niewyczerpane zapasy cierpliwości i pewności siebie...”. Dodał, że Mołotow na tle Stalina przedstawiał się szaro i bezbarwnie.

Historyk amerykański Herbert Feis pisze, że na Trumanie również – a może tym bardziej, ponieważ nie był światowcem jak Roosevelt, raczej prowincjuszem – Stalin wywarł duże wrażenie. Był zachwycony jego bezpośredniością, umiejętnością wyprowadzania logicznych wniosków, a także innymi cechami, „któ...