POLITYKA

Poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Polityka - nr 19 (3109) z dnia 2017-05-10; s. 30-32

Społeczeństwo

Ewa Wilk

Młodzi, wykształceni, zniesmaczeni

Wykształceni wielkomiejscy nie lubią, by ich nazywać inteligencją. A może ten etos i styl życia to najlepsze, co mieliśmy w naszej tradycji narodowej i historii społecznej?

Piotr Kulas, dr socjologii, adiunkt na Uniwersytecie Warszawskim, mógłby z powodzeniem znaleźć się w gronie ponad 70 rozmówców, których wytypował do swoich badań i z którymi przeprowadził wywiady. Stały się one materiałem do wydanej właśnie książki „Inteligenckość zaprzeczona”. Tytuł trafny, bo większość bohaterów tej naukowej peregrynacji – młodzi, w okolicach trzydziestki, pisarze, badacze, wydawcy, redaktorzy, publicyści, aktywiści społeczni (w badaniach anonimowi, ale zwykle rozpoznawalni już dla szerszej publiczności) – z dystansem odnosi się do swej domniemanej inteligenckości, wolałaby tak siebie nie określać. Choć i z klasą średnią, z jej materializmem, dorobkiewiczostwem i karierowiczostwem, też się nie utożsamiają.

Podobne doświadczenie mieliśmy przy okazji niedawnego jubileuszu POLITYKI podczas panelu „Kondycja psychiczna polskiego inteligenta”. Współpracownicy naszego poradnika „Ja My Oni”, inteligenci, co się zowie – prof. Krystyna Skarżyńska, dr Magdalena Kaczmarek, dr Piotr Kaczmarek-Kurczak, dr hab. Wojciech Kulesza – jednomyślnie i ku aplauzowi publiczności (inteligenckiej) wyrazili pogląd, że inteligencja jako warstwa społeczna dawno przeszła ...