POLITYKA

Wtorek, 21 maja 2019

Polityka - nr 6 (2284) z dnia 2001-02-10; s. 37-38

Świat

Artur Górski

Mocne panie

Jugosławia: Nie wydać Miloszevicia – źle, wydać – jeszcze gorzej

To miała być wizyta przyjaciela, który wprawdzie w wielu sprawach może pomóc, ale też dyktuje warunki: damy wam, jeśli najpierw wy nam dacie. Główny oskarżyciel Trybunału do spraw zbrodni w byłej Jugosławii Carla Del Ponte przyjechała do Belgradu, by uzyskać od tamtejszych władz zapewnienie rychłego przekazania do Hagi Slobodana Miloszevicia oraz innych poszukiwanych listem gończym przywódców serbskich. Prezydent Kosztunica zdecydowanie odmówił.

Wielu Serbów przecierało oczy ze zdumienia: dlaczego prezydent ją w ogóle zaprosił? Czy przyjechała z wizytą przyjaźni, czy też z pogróżkami? Serbów uspokoiła nieco... złość pani Del Ponte, której najwyraźniej nie usatysfakcjonowała rozmowa w cztery oczy z Kosztunicą. Prezydent bowiem powtórzył, że Miloszević będzie sądzony w Jugosławii, i to dopiero wtedy, gdy taki proces nie zagrozi stabilizacji kraju. Bądź co bądź liczba zwolenników Slobo jest nadal dość duża, a jeszcze więcej jest tych, którzy twierdzą, iż Zachód ciągle natrętnie ingeruje w wewnętrzne sprawy ich kraju.

Zagrzebski dziennik „Vjesnik” uważa, że rozmowy z Del Ponte zostały przez władze w Belgradzie finezyjnie wyreżyserowane: najpierw na scenie pojawia się „zły gliniarz”, czyli Kosztunica. Ale następnego dnia zjawiają się ci „dobrzy”, czyli minister sprawiedliwości Momczilo Grubacz, zapewniający, że Jugosławia przedkłada dobre kontakty z Europą nad lojalność (?) wobec Miloszevicia, oraz premier Zoran Dżindżić z deklaracją, że wszyscy zbrodniarze wojenni muszą ...