POLITYKA

Piątek, 26 kwietnia 2019

Polityka - nr 16 (2650) z dnia 2008-04-19; s. 32-38

Raport

Andrzej Lubowski

Modna linia

Premier i jego partia są zwolennikami wprowadzenia w Polsce podatku liniowego. W połowie roku ma być podjęta ostateczna decyzja w sprawie kalendarza reformy podatkowej: wpływowi politycy koalicji mówią nawet, że podatek liniowy mógłby być wprowadzony już w 2009 r. No to trzeba zacząć od wyjaśnienia nieporozumień i mitów, których tu się nagromadziły tony.

Podatek liniowy to taki, który każe każdemu podatnikowi rozliczać się z państwem według jednej stawki. Ma zachęcać do pracy i zniechęcać do finansowych machlojek, ma być prosty i wspierać wzrost gospodarki, ma być możliwie niski i nie czynić dziury w budżecie. Ma też być... sprawiedliwy.

W polskich przymiarkach najczęściej mówi się o stawce 18 lub 19 proc. (choć ostatnio szef Klubu PO oświadczył, że „stawka na pewno będzie niższa niż 18 proc.”, gdyż inaczej podnieślibyśmy obecne obciążenia). Istotne – i wcale nieoczywiste – jest to, co miałoby być podstawą opodatkowania. (Czesi, na przykład, przyjmując z początkiem 2008 r. podatek liniowy, zdecydowali się liczyć go od tzw. dochodu superbrutto, czyli powiększonego o składki socjalne). Ważne także, czy zachowana byłaby jakaś kwota w ogóle wolna od podatku.

Za ojców idei uważa się Roberta Halla (rozmowa na s. 38) i Alvina Rabushkę z Instytutu Hoovera w Stanfordzie (sam Rabushka powiada, że inspiracją był dla niego system podatkowy Hongkongu). Przedstawili ją w&...

Załączniki

  • Na płask

    Na płask - JR

  • Nierówny liniowy

    Nierówny liniowy - JR