POLITYKA

Piątek, 23 sierpnia 2019

Polityka - nr 36 (3176) z dnia 2018-09-05; s. 26-29

Społeczeństwo

Piotr Pytlakowski

Moja racja to nacja

Narodowcy wszelkiej maści poczuli wiatr historii i rozpoczęli swój długi marsz. Po co idą? Po władzę.

Warszawa, środa 15 sierpnia. Na Wisłostradzie defilada wojskowa z okazji Święta Wojska Polskiego. Czołgi, samoloty i paradny krok. Sprzed Muzeum Wojska Polskiego rusza marsz Młodzieży Wszechpolskiej i Obozu Narodowo-Radykalnego. Czczą Bitwę Warszawską 1920 r. Czarne ubrania, zielone flagi i paradny krok.

Na Nowym Świecie na jezdni siadają kontrmanifestanci. Na banerach „Nacjonalizm to nie patriotyzm”. Skandują „Warszawa wolna od faszyzmu”. Z tamtej strony słyszą, że Polska ma być wolna od lewactwa i że są czerwoną zarazą.

Student z warszawskiego uniwerku: – Nie jestem faszystą. Nie jestem nazistą. Jestem nacjonalistą i się tego nie wstydzę.

Jeden naród, jeden Bóg

Ci wszyscy określani jako neofaszyści, neonaziści, narodowcy, czciciele Hitlera, a nawet neopoganie czy pan-Słowianie mają jedną wspólną platformę – nacjonalizm. To już nie tylko wygoleni na łyso bywalcy siłowni, mieszkańcy małych miast, dla których nacjonalizm to nie tyle idea, ile sposób życia i wspólnota z podobnymi sobie. To także studenci, pracownicy naukowi, urzędnicy, biznesmeni, policjanci i wojskowi. Młodzi ...