POLITYKA

Poniedziałek, 18 grudnia 2017

Polityka - nr 8 (10) z dnia 2017-08-09; Ja My Oni. Poradnik Psychologiczny Polityki. Tom 27. Jak nie oszaleć w szalonym świecie; s. 31-33

Ja. Sami ze sobą

Anna Dąbrowska

Moje będzie twoje

Jak w życiu zawodowym wychować sobie następców i nie bać się zejścia ze sceny

William Szekspir i jego „siedem odmian wieku człowieka” stały się inspiracją dla Warrena Bennisa. Amerykański autorytet w dziedzinie zarządzania, specjalizujący się w zagadnieniach przywództwa i zmiany, zaproponował koncepcję siedmiu etapów rozwoju menedżera czy lidera. Pierwszym – powiada – jest wiek niemowlęcy, w którym człowiek powinien skupić się przede wszystkim na poszukiwaniu mentorów. Kolejny to uczeń z jasną twarzą – gdy człowiek wystawiony jest na widok publiczny i poddawany ocenom. Później nadchodzi czas na kochanka z żałosną balladą, czyli menedżera po awansie zmuszonego odnaleźć się w relacjach z kolegami, z którymi nie tak dawno był w hierarchii na równi. Kiedy już zaczyna dobrze czuć się w roli przywódcy, jest skłonny zatrudnić lepszych od siebie, bo wie, że oni pomogą błyszczeć jemu, całemu zespołowi i firmie – staje się brodatym żołnierzem. Piąty etap to szczyt kariery przywódcy – generała pełnego mądrych przypowieści. Pozwala ludziom mówić prawdę i jest gotowy do jej wysłuchania, nawet jeśli jest dla niego bolesna. Jego zdanie o sobie samym jest już bowiem mocno ugruntowane. W tym okresie najczęściej przeprowadza zmiany, które wpływają znacząco na losy jego firmy, zespołu, partii politycznej czy organizacji. Ale zanim zacznie działać, trafnie rozpoznaje nastroje i motywacje ludzi. I tak dojrzewa do przedostatniego etapu – męża stanu w okularach na nosie. Ciężko wtedy pracuje nad przygotowaniem się do przekazania organizacji swojej mądrości i doświadczenia. Zdarza się, że powierza mu się ważne misje tymczasowe, bo predestynują go do tego wiedza i szersze widzenie, niezakłócone – zrealizowaną już na wcześniejszych etapach – ambicją. I wreszcie staje się mędrcem. Mentorem. Jacek Santorski, prof. hon. Szkoły Biznesu PW, wykładowca Uniwersytetu SWPS, psycholog biznesu, zwraca uwagę, że pragnienie przygotowania następnego pokolenia do objęcia przywództwa to jedna z radości dojrzałej kariery, odpowiednik posiadania wnuków. Daje świadomość, że dziedzictwo nie będzie marnotrawione, ale rozwijane. Ostatnio w Gazecie Wyborczej Santorski w oparciu o swoje biznesowe doświadczenie namawia do sukcesji liderów wszystkich partii, i rządzących, i opozycyjnych.

Santorski za wzór stawia Piotra Voelkela, który korzystając z inspiracji i konsultacji psychologa przebudował swój rodzinny biznes. Kiedy jego firma meblarska zaczęła osiągać najwyższy poziom funkcjonowania, porozumiał się z synem. – W ciągu dwóch lat oddał mu biznes, bo mając ponad 50 lat, chciał realizować inne swoje pasje – opowiada Santorski. Teraz rozwija ciekawe projekty artystyczne i edukacyjne. Zainwestował w warszawską Wyższą Szkołę Psychologii Społecznej, która w niedługim czasie stała się Uniwersytetem, i poznańską szkołę wzornictwa. – Nie myśli o zwrocie czynionych dziś inwestycji. Czuje, że to, co robi, jest właściwe moralnie dla całej jego rodziny. Pragnie być i jest mentorem.

Oddać władzę i gabinet

Z doświadczenia Jacka Santorskiego wynika wszelako, że taki szekspirowski scenariusz realizuje się niezwykle rzadko: – Niewielu ludzi pomiędzy 60. a 70. rokiem życia, którzy dokonali już wielkich rzeczy w pracy zawodowej, potrafi powiedzieć sobie: teraz będę się dzielił wiedzą, będę mędrcem ugruntowanym w spokoju, człowiekiem, przy którym można się zatrzymać i wyciszyć, od którego można czerpać. Wielu chce pozostać „nieśmiertelnymi”, oszukać swoją metrykę, ale czasami ich niezmordowana wytrwałość przynosi kłopoty, bo nie mają już wystarczającej siły fizycznej, a czasami też intelektualnej.

To, czy ludzie potrafią przejść kolejne etapy kariery, łącznie z ostatnim, zależy od konfiguracji ich motywacji. Jedna z najbardziej klasycznych, ale wciąż aktualnych koncepcji potrzeb Davida McClellanda głosi, że człowiekiem powodują trzy potrzeby: afiliacji, osiągnięć oraz władzy lub kontroli. Emanacją pierwszej w życiu zawodowym jest dbanie o budowane latami dobre relacje z ludźmi, za których w firmie czy w organizacji bierze się odpowiedzialność. Druga wiąże się z chęcią bycia mistrzem dla młodszych i jest typowa dla ambitnych menedżerów, specjalistów, lekarzy, literatów, reżyserów i przedsiębiorców. – Już sam proces dążenia i osiągania bardzo ich nakręca. Przeżywają mocno niepowodzenia i porażki, ale rzadko celebrują sukcesy, ciągle mają wizje, ciągle patrzą w przyszłość – mówi Jacek Santorski. Nie pytają siebie, gdzie odpoczywać na emeryturze, ale gdzie otworzyć kolejny biznes, jaką książkę napisać, co jeszcze stworzyć.

Najwięcej dylematów, a czasami dramatów przeżywają ci, którzy na pewnym etapie życia powinni oddać władzę i gabinet na najwyższym piętrze, zrezygnować z zaglądania w raporty, podejmowania kluczowych decyzji i rozliczania pracowników. Kiedy czują, że tracą pozycję, dopada ich frustracja, a nawet depresja. Santorski przywołuje przykład wybitnego specjalisty, który stworzył w&...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Jak w zgodzie ze sobą zejść ze sceny zawodowej?

Radzą Jacek Santorski i Joanna Berendt

Nie szukaj klonów, którzy będą kopiowali twój styl, ten według ciebie jedynie słuszny. Sukcesja wymaga rekonstrukcji i warto dobrać ludzi z nowymi kompetencjami, którzy szanując to, co zastali, tchną w firmę czy instytucję nowego ducha, a do tego będą potrafili jeszcze wykorzystać twój potencjał i mądrość.

Pomyśl o języku. Lepiej mówić o przekazaniu władzy, o dzieleniu się nią, zamiast o przejęciu firmy. Pierwsze brzmi bardziej godnościowo, drugie – uzurpatorsko. A to ma wpływ na atmosferę, w której dokonuje się zmiana. Ważny jest także rytuał. Możesz zwrócić się do swojego następcy: proszę, dbaj o to, co ci przekazuję, to są wartości, którymi ja się kierowałem, dbaj o nie i dodaj coś od siebie. Wtedy łatwiej usłyszysz: widzę to, co stworzyłeś, szanuję to, i dodam od siebie to, co dla mnie ważne.

Przyłączaj się. Poznaj stowarzyszenia, które zajmują się sukcesjami, bierz udział w konferencjach na ten temat. Warto posłuchać ludzi, którym przekazanie władzy się udało, a także tych, którzy z otwartością opowiadają o porażkach.

Co mnie interesuje poza pracą? – odpowiedz na to pytanie z najgłębszą uczciwością wobec samego siebie. Chodzi o sięganie w rejony, które być może do tej pory nie były dla ciebie dostępne. Kiedy już masz zawodowy sukces, to może czas powiedzieć sobie: teraz szukam nowych spełnień, być może w miłości, w byciu mentorem, mistrzem życia, w stowarzyszeniu czy w klubie. Jeśli całe swoje życie ulokowałeś w pracy, to zanim oddasz przewodzenie komuś innemu, zadbaj najpierw o życie poza pracą. Zapytaj siebie o marzenia z dzieciństwa, czy i w jakim stopniu je spełniłeś. Może warto skapitalizować firmy, stanowiska, działki, aby powrócić do tych marzeń.

Jestem ważny i wart tego, co mam – nie zapominaj o tym. Przekazanie władzy łatwiej przychodzi tym, którzy zbudują w sobie postawę bezwarunkowej akceptacji i poczucia, że bez względu na zewnętrzne atrybuty ich życie ma wartość, bo są ludźmi. A każdy człowiek coś wnosi w życie innych, nie tylko w pracy, lecz także w rodzinie i w relacjach towarzyskich oraz społeczności, w której żyje.