POLITYKA

Piątek, 24 maja 2019

Polityka - nr 47 (2377) z dnia 2002-11-23; s. 56-59

Kultura / Agent 007

Zygmunt Kałużyński

Moje życie z Jamesem Bondem

Wchodzi na ekrany kolejny „bondziak” „Śmierć nadejdzie jutro” (Die Another Day), dwudziesty odcinek serii trwającej najdłużej w historii kina, bo od 1962 r., czyli równo 40 lat. Jak kariera filmowa zmieniła Bonda?

Może z okazji jubileuszu warto sięgnąć do źródeł tego sukcesu, do cyklu powieściowego Iana Fleminga, zapomnianego i zaćmionego przez tryumf ekranowy. Czy film odszedł od pierwotnego oryginału, a jeżeli tak, to jak daleko i dlaczego?

Fleming, skądinąd były autentyczny współpracownik wywiadu brytyjskiego, zaczął pisać w 1951 r. w pełnym klimacie zimnej wojny, co odbiło się na charakterze jego beletrystyki, następnie zneutralizowanym w wersji ekranowej. Zmarł w 1964 r., w wieku 56 lat; wydał trzynaście „bondów” (następne ekranizacje są już niezależną fabrykacją produkcyjną). Zdążył jeszcze zobaczyć dwa filmy ze swoim Bondem. Jego opinia: „Są bez porównania zabawniejsze niż moje powieści”. Wypowiedź znacząca, jak zaraz zobaczymy: kariera kinowa zmieniła postać Bonda. Cztery powieści Fleminga wyszły po polsku, ale minęły bez echa wobec blasku sensacji filmowej.

Można w nich znaleźć oryginalne ciekawostki. Na przykład, czy państwo wiedzą, że Blofeld, jeden z najbardziej groźnych przeciwników Bonda, z którym potyka się on aż przez trzy ...