POLITYKA

Wtorek, 21 maja 2019

Polityka - nr 46 (3136) z dnia 2017-11-15; s. 57

Historia

Ryszard Marek Groński

Momus był pierwszy

„Nie taki diabeł straszny, o ile bierze łapówki”. „Kto pod kim dołki kopie, sam za to awans otrzyma”. „Cierpliwością i pracą dorobisz się na starość kalectwa”. Takimi przysłowiami zapisywał się w pamięci widzów kabaret Momus, od którego zaczęła się tradycja kabaretu w Warszawie.

Debiutował 31 grudnia 1908 r. Jego adres – Wierzbowa 9 – to restauracja U Stępka, późniejsza Oaza. 150 miejsc przy stolikach z widokiem nie tylko na estradę, lecz także uchylone drzwi do kuchni i krzątaninę kelnerów. Goście kabaretu skarżyli się na to, ale restauracja musiała pracować, zaspokajając życzenia tych, co zdecydowali się na późną kolację: występy zaczynały się po północy, kończyły bladym świtem. O frekwencję kabareciarze mogli być spokojni. W Warszawie nie było łatwo o rozrywkę połączoną ze spotkaniem znajomych. A bywalcy kabaretu wymuszali kolejne premiery, więc programy ograniczały się do góra 30 przedstawień. Dbał o to właściciel lokalu i menedżer Momusa inżynier Jakub Jasiński, który zdecydował się sfinansować plan powołania do życia odpowiednika krakowskiego Zielonego Balonika.

Ten plan przywiózł młody i dynamiczny literat i znawca teatru Arnold Szyfman. Przyjechał do Warszawy, bo mimo wielu talentów nie zdołał powstrzymać upadku kabaretu Figliki, który założył, licząc na sukces równy Balonikowi. Ale kłopoty finansowe ...