POLITYKA

Czwartek, 23 maja 2019

Polityka - nr 11 (2341) z dnia 2002-03-16; s. 66-67

Gospodarka

Andrzej Krzysztof Wróblewski

Money, money, money

Prawie wszystkie polskie banki są w obcych rękach – czy to niebezpieczne?

Kto pamięta jeszcze lekcje marksizmu, ten nie będzie miał wątpliwości: Polski właściwie nie ma. Nasze banki są opanowane przez obcy kapitał, czyli nie są już nasze, chociaż ich nazwy brzmią swojsko. Tymczasem nasi rodacy, którzy poszli na służbę do obcych, twierdzą: nie ma banków polskich i zagranicznych, są tylko banki dobre i złe.

Na przestrzeni minionych dwunastu lat banki zagraniczne otwierały w Polsce swoje oddziały albo – czemu nasze władze bardziej sprzyjały – kupowały prywatyzowane polskie banki, żeby tchnąć w nie duszę, czyli kapitał. Staraliśmy się kierować apetyt cudzoziemców zwłaszcza na te banki, którym groził upadek i w ślad za nim bankructwo jego klientów; oczywiście cena była wtedy niższa, bo nowy właściciel musiał oczyścić swój nabytek z długów.

Tylko zysk

Zyski z operacji bankowych, po opłaceniu kosztów i podatków na miejscu, wędrują do właścicieli (najczęściej są nimi fundusze emerytalne) do Nowego Jorku, Monachium, Amsterdamu. Oczywiście byłoby milej, gdyby ci właściciele byli w Poznaniu, Lublinie, Gdańsku, ale zysk należy do tego, kto ma kapitał. Nasze władze bankowe, a i polityczne są zadowolone, że ten obcy kapitał jest przynajmniej zróżnicowany: obok Niemców, Amerykanów i Holendrów, którzy przewodzą na liście, są Włosi, Irlandczycy, nawet Czesi ze skromniejszymi pieniędzmi. Udało się dotrzymać ...

Kto zasiada, kto rządzi

Jedną z najdrażliwszych spraw przy połączeniu i przejęciu banków jest kompozycja zarządu. W Pekao SA, w BRE i w Kredyt Banku na sześciu Polaków przypada tylko jeden cudzoziemiec – wiceprezes (odpowiednio Włoch, Niemiec i Belg), w Banku Śląskim ING czy w Banku Handlowym Citi jest po trzech Polaków i cudzoziemców (Holendrów i Amerykanów), w BIG BG na pięciu Polaków przypada trzech Portugalczyków, w BZ WBK jest trzech Irlandczyków i aż 12 Polaków.