POLITYKA

Sobota, 16 grudnia 2017

Polityka - nr 10 (12) z dnia 2017-10-04; Niezbędnik Inteligenta. 2/2017. Postczłowiek; s. 52-55

Człowiek 2.0

Paweł Walewski

Monitorze, powiedz przecie...

Jak telefon komórkowy staje się laboratorium i doradcą medycznym.

We współczesnej medycynie znaczenie lekarzy zmniejsza się na rzecz samych pacjentów. Wykształcony i doświadczony specjalista oczywiście nadal jest pożądany. Ale że trudno nieraz takiego znaleźć albo jego usługi są drogie, oferty diagnozowania rozmaitych chorób oraz samoleczenia coraz więcej osób szuka w komputerze. I w smartfonach.

Nie chodzi tu o terapie proponowane przez przysłowiowego doktora Google’a, często słusznie krytykowane ze względu na powierzchowność i nierzetelność. Jednak zastępowanie nowymi technologiami tradycyjnych kontaktów ze służbą zdrowia to co innego. Na wizytę można się umówić przez internet. Niektóre porady uzyskać przez telefon. Receptę czy zwolnienie otrzymać e-mailem. A to dopiero początek. Bo sami lekarze zaczęli zdawać sobie sprawę, że nowoczesne aplikacje mogą sprawić, iż zwolnią się miejsca w kolejkach dla naprawdę ciężko chorych. Zadowoleni są również orędownicy profilaktyki, którzy mogą liczyć na większe sukcesy w nakłanianiu ludzi zdrowych do regularnych ćwiczeń fizycznych.

Smartfony chcą ruchu

Sporo aplikacji związanych ze zdrowiem służy na razie bardziej rozrywce niż rzetelnej ocenie parametrów życiowych. Ale i to dobre – programy adresowane do posiadaczy smartfonów zachęcają do aktywności fizycznej i porównywania swoich wyników z innymi. W tym celu trzeba jedynie założyć profil np. na Facebooku.

Jeśli ktoś nie ma dość silnej woli, by samemu w domu ćwiczyć mięśnie brzucha, może skorzystać z programu Abs Workout. Są tu kalendarz z opcją przypominania o codziennej gimnastyce i zestaw konkretnych ćwiczeń (technikę ich wykonywania zaprezentowano na obrazkach i filmach wideo). Wirtualny trener na głos wydaje komendy i liczy powtórzenia. Na podobnej zasadzie funkcjonują dziesiątki innych aplikacji motywujących do wykonywania pompek, przysiadów, podciągania na drążku – np. Workout Trainer, Chest Workouts lub iMuscle.

Program Endomondo zachęci do kilkudziesięciu dyscyplin, które można uprawiać na świeżym powietrzu. Wystarczy podać mu swoją wagę, wzrost, datę urodzenia i na bieżąco śledzić pokonany dystans, prędkość, liczbę spalonych kalorii. Ale uwaga: zainteresowani bardziej szczegółowymi parametrami podczas wysiłku (np. częstość akcji serca) muszą dokupić dodatkowe akcesoria, np. specjalną opaskę na rękę.

Narzędzia tego typu stają się coraz prostsze w obsłudze i wszechstronne. Do dyspozycji użytkowników są mapy w wersji 3D, jest możliwość robienia zdjęć czy precyzyjnego monitorowania drogi do wyznaczonego celu. Krąg odbiorców jest jednak ograniczony do osób młodych i w średnim wieku. Olaf Krynicki, rzecznik prasowy firmy Samsung w Polsce, nie widzi w tym nic złego: – Chodzi bowiem o wyrobienie dobrych nawyków i budowanie rynku na przyszłość. Gdy 30-latek nauczy się korzystać z telefonicznego podpowiadacza, jak dbać o kondycję, wejdzie mu to w krew. Za kilkanaście lat nie będzie miał żadnych oporów, by korzystać z ciśnieniomierzy lub glukometrów podłączonych do smartfonów.

Telefony leczą ze wstydu

Za pomocą smarfona można analizować dietę pod kątem zliczania kalorii (BMI Kalorie, Calories Burned), sprawdzać jakość snu (Sleep Timer, Breathing Zone), walczyć z nałogiem (Smoke Free). Przybywa też urządzeń, które po połączeniu z telefonem komórkowym mogą służyć za domowe laboratorium. Pierwsi na starcie w tej konkurencji stanęli twórcy aplikacji monitorujących stężenie cukru we krwi, ciśnienie lub indeks masy ciała. Rynek nasyca się nimi coraz szybciej, więc nową generację osobistych urządzeń medycznych oraz wiarygodność współpracujących z nimi aplikacji zaczęła oceniać amerykańska Agencja Żywności i Leków (FDA). Wcześniej – zgodnie ze swoją nazwą – zajmowała się ona jedynie farmaceutykami oraz środkami spożywczymi, ale najwyraźniej uznano, że pora potraktować tego typu aplikacje podobnie jak leki sprzedawane bez recepty lub suplementy diety. W przypadku programów mobilizujących do aktywnego trybu życia można przymknąć oko na pewną ogólnikowość przedstawianych wyników (bazują one na średniej i nie są dostosowane do aktualnego stanu zdrowia właściciela smartfona). Nie jest także dużym problemem fakt, że aplikacje pomagające samodzielnie diagnozować niektóre niegroźne dolegliwości („Pierwsza pomoc”, „Zdrowe zatoki”) podają dane orientacyjne. Ale w przypadku aplikacji adresowanych do ludzi z cukrzycą, chorobami płuc lub serca, którym mają pomóc na bieżąco monitorować stan zdrowia, precyzja i wiarygodność otrzymywanych wyników muszą być zagwarantowane.

Wiele firm pracuje nad nanoczujnikami, które mają zdalnie współpracować ze smartfonami. Chodzi o to, by pomagać pacjentom znosić trudy kuracji i by przewlekła choroba w miarę możliwości nie przeszkadzała im w codziennym życiu. Jeszcze kilka lat temu wydawało się nie do pomyślenia, by nawet cienkie jak włos igły zastąpić inną metodą dostępu do krwi – a tu proszę: pojawił się FreeStyle Libre, w którego skład wchodzi przyklejany do ramienia wodoodporny sensor wielkości pięciozłotowej ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]