POLITYKA

Czwartek, 23 maja 2019

Polityka - nr 20 (2298) z dnia 2001-05-19; s. 97-98

Społeczeństwo / Sport

Roman Lewandowski

Monsieur Dyzma

Bernard Tapie wrócił do Olimpicu Marsylia

Bernard Tapie to dla jednych kabotyn, aktorzyna oraz specjalista od ciemnych interesów, dla innych sympatyczny, ludyczny Dyl Sowizdrzał, gawędziarz, cwaniak, który w pewnym momencie po ludzku pobłądził. Właśnie odsiedziawszy wyroki objął ponownie marsylski klub piłkarski Olimpic. Na razie w charakterze szefa sportowego, czyli osoby odpowiedzialnej za kształt personalny drużyny.

Olimpic i perypetie z nim związane były jedynie drobnym fragmentem spraw, które w połowie lat 90. pociągnęły go na dno. Tapie wraca teraz z banicji, z charakterystycznym samochwalnym wigorem. I jak zwykle cokolwiek buńczucznie zapowiada powrót wielkiej piłki do Marsylii, gdzie taki renesans byłby mile widziany. Po odejściu Tapiego nastały tam bowiem chude lata. Paryżanie powiadają o Marsylczykach, że twarzą odwróceni są ku Morzu Śródziemnemu, a plecami (konkretnie ich dolnym zwieńczeniem) w stronę reszty kraju. Zaś Lazurowe Wybrzeże, przy całym pięknie krajobrazu, to kraina mętnych wód i afer przemytniczych, wobec których francuskie służby celne, podobno jedne z lepszych na świecie, wydają się całkowicie bezradne. W latach 80. mer Nicei, niejaki Medcin, uciekał przed francuskim wymiarem sprawiedliwości aż do Argentyny. Powrót Tapiego, który w takich wodach nauczył się świetnie pływać, ma medialny wymiar (wiadomo futbol), ale wykracza daleko poza sport. Wygląda trochę jak powrót z zaświatów.

Według polskich kryteriów Tapie to postać z Mniszkówny (Trędowata) i Dołę...