POLITYKA

Piątek, 20 kwietnia 2018

Polityka - nr 7 (2692) z dnia 2009-02-14; s. 70-72

Historia

Andrzej Garlicki

Montowanie Stołu

Obrady Okrągłego Stołu miały odbyć się jesienią 1988 r. Kilkakrotnie przekładane, rozpoczęły się w lutym 1989 r. Ostatnim punktem niezgody była kwestia legalizacji Solidarności.

5 stycznia 1989 r. ambasador USA w Warszawie John R. Davis jr informował sekretarza stanu o rozmowie, którą odbył z biskupem Jerzym Dąbrowskim, zastępcą sekretarza Episkopatu Polski i bliskim doradcą prymasa Józefa Glempa. Ten bardzo zaangażowany politycznie kościelny hierarcha oświadczył dyplomacie, że „żadne nowe robocze kontakty między opozycją a rządem nie powinny być postrzegane jako Okrągły Stół. Powiedział, że idea Okrągłego Stołu została nadużyta i zużyła się. Przyszłe kroki w procesie dialogu nie powinny być oceniane na podstawie tego, co było złudnymi oczekiwaniami na Okrągły Stół”.

Miesiąc później, 6 lutego, rozpoczęły się obrady Okrągłego Stołu. Nie należy wyciągać z tej depeszy wniosku, że rozmówcy byli źle poinformowani. To wydarzenia rozwijały się tak dynamicznie.

Termin Okrągły Stół wprowadził do języka politycznego gen. Wojciech Jaruzelski, gdy 13 czerwca 1988 r. na plenum KC PZPR powiedział: „Wobec środowisk i grup zainteresowanych stowarzyszeniową formą pluralizmu w PRL, występujemy z ofertą podjęcia rzeczowej dyskusji nad kształtem konkretnych rozwiązań. Uważamy za celowe spotkanie przy okrągłym stole reprezentantów szerokiej gamy istniejących i inicjowanych stowarzyszeń”. Była to wyraźna, choć bardzo ogólnikowa oferta podjęcia rozmów z opozycją. Oczywiście konstruktywną; to określenie wprowadził gen. Jaruzelski w sierpniu 1988 r. nie precyzując wszakże, kto jest ową konstruktywną opozycją.

Był to niewątpliwie krok naprzód w porównaniu z dotychczasową formułą propagandową głoszącą, że nie pytamy, skąd kto przychodzi, jeśli chce działać dla dobra Polski. Jej adresatami byli ci, którzy decydowali się na zaprzestanie działalności opozycyjnej. Podział opozycji na destrukcyjną i konstruktywną oznaczał gotowość do rozmów także z tymi, którzy nie zamierzali wyrzec się działalności opozycyjnej, byle była to opozycyjność „konstruktywna”.

W końcu sierpnia 1988 r., w czasie wizyty Michaiła Gorbaczowa w Polsce, Jaruzelski powiedział mu, że nieprzekraczalną rubieżą są „tylko dwie sprawy: jeden związek zawodowy w jednym zakładzie pracy i niezgoda na utworzenie partii opozycyjnej, siłą rzeczy antykomunistycznej. Wszystko poza tym może być przedmiotem dyskusji i pragmatycznych rozwiązań”.

Michaił Gorbaczow doszedł do władzy w marcu 1985 r. W kwietniu tegoż roku Jaruzelski odbył z nim pięciogodzinną rozmowę, która, jak stwierdzał po latach, stworzyła zaczyn wzajemnego zrozumienia i zaufania. Wkrótce Gorbaczow zrozumiał, że głęboki kryzys gospodarczy Związku Radzieckiego stwarza konieczność ograniczenia jego imperialnych celów. Moskwy nie było już stać na utrzymywanie ani Kuby, ani – dotychczasowymi metodami – wpływów w europejskich państwach satelickich. Stwarzało to szanse na odzyskanie przez nie suwerenności.

Była to jednak zaledwie możliwość, której realizacja wymagała zręcznej i rozważnej polityki. Bliscy współpracownicy gen. Jaruzelskiego wspominają, że cały czas poszukiwał on odpowiedzi na pytanie o pozycję Gorbaczowa w radzieckim aparacie władzy. Obawiał się – nie były to obawy bezpodstawne, co potwierdził późniejszy pucz Janajewa – obalenia Gorbaczowa przez sojusz konserwatywnego aparatu partyjnego z zagrożonym przez pierestrojkę kierownictwem armii i bezpieki.

Pierwszym ważnym posunięciem władz PRL, po nastaniu Gorbaczowa, była amnestia dotycząca więźniów niekryminalnych, jak eufemistycznie określano więźniów politycznych. Pierwotnie uchwalona przez Sejm 17 lipca 1986 r. amnestia pozostawiała w aresztach śledczych i zakładach karnych 168 osób. Kilka tygodni później, 11 września, gen. Czesław Kiszczak ogłosił, że amnestia dotyczy wszystkich zatrzymanych i więzionych. Mieczysław F. Rakowski napisał wówczas w nieprzeznaczonych do publikacji „Uwagach na temat aktualnej sytuacji politycznej w PRL”, że w wyniku decyzji z 11 września „władze faktycznie, choć nieformalnie, usankcjonowały istnienie opozycji jako stałego elementu w politycznym krajobrazie naszego kraju”.

Z trzech warunków stawianych przez opozycję, Kościół i Zachód władzom polskim, jako niezbędne do podjęcia rozmów politycznych, dwa (zniesienie stanu wojennego i uwolnienie więźniów politycznych) zostały spełnione. Trzeci (przywrócenie Solidarności) był wciąż jeszcze dla władz nie do przyjęcia. Mimo że, jak stwierdza Andrzej Friszke w tomie „Polska. Losy państwa i narodu 1939–1989”, skala poparcia społecznego dla Solidarności była ograniczona. „Według badań socjologicznych – pisze autor – zaufanie do Solidarności deklarowało 20 proc. badanych, nieufność prawie 40 proc.”.

Solidarność wyraźnie słabła, a w dodatku była wewnętrznie rozbita. Niewątpliwie najsilniejszą, symboliczną pozycję miał Lech Wałęsa, szczególnie po otrzymaniu Nagrody Nobla. W październiku 1987 r. powołana została Krajowa Komisja Wykonawcza, która stanowiła jawne kierownictwo wciąż nielegalnej Solidarności. Część przywódców Solidarności sprzed wprowadzenia stanu wojennego ostro krytykowała działania Wałęsy, domagając się zwołania Komisji Krajowej wybranej na zjeździe związku w 1981 r. Utworzona przez nich (m.in. Jurczyk, Słowik, ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]