POLITYKA

Sobota, 25 maja 2019

Polityka - nr 48 (2733) z dnia 2009-11-28; s. 60-62

Kultura

Mariusz Czubaj

Mord w mróz

Kryminały z Północy, niezwykle cenione przez fanów tej literatury, przypominały tykającą bombę zegarową. Eksplozja na skalę światową nastąpiła wraz z „Millennium” – trylogią Stiega Larssona. Skandynawskie krwawe historie stały się znakiem firmowym tamtejszej kultury.

Efekt kuli śniegowej, nazywany przez szwedzkich publicystów „efektem »Millennium«, możemy obserwować także w Polsce. Niedawno na półki księgarskie trafił ostatni tom trylogii Larssona – „Zamek z piasku, który runął”, z kolei w kinach pojawiła się ekranizacja (powiedzmy od razu: udana) pierwszej części. Licząca w sumie dwa tysiące stron opowieść o parze detektywów – dziennikarzu Mikaelu Blomkviście oraz hakerce Lisabeth Sallander – rozpoczyna się od, na pozór, niewinnego dochodzenia, które prowadzi do wytropienia psychopatycznych morderców; punktem docelowym trylogii jest zaś wielka afera z udziałem policyjnych elit oraz służb specjalnych. Po drodze mamy podpalenia, zakopywanie żywcem, wymyślne tortury, gwałty, związki kazirodcze, zastępy wszelkiej maści sadystów, słowem: pełen repertuar makabry, jaki tylko można sobie wyobrazić.

A jednak, jak się zdaje, nie tylko te uniwersalne motywy literatury kryminalnej decydują o popularności trylogii stworzonej przez przedwcześnie zmarłego Larssona (przypomnijmy: pisarz zmarł przed premierą pierwszego tomu, nie doświadczył więc zamieszania wokół „Millennium”, choćby wycieczek organizowanych po Sztokholmie śladami bohaterów).

Nie przypadkiem ...