POLITYKA

Poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Polityka - nr 50 (2534) z dnia 2005-12-17; s. 18

Komentarze

Janina Paradowska

Może wiosną, może nie

PiS straszy przyspieszonymi wyborami. Pierwszy termin 14 maja 2006 r.

Rozważania o możliwości wcześniejszych wyborów parlamentarnych trwają od chwili, gdy powstał mniejszościowy rząd Kazimierza Marcinkiewicza. W ostatnich dniach pojawiła się nawet konkretna data – 14 maja przyszłego roku. Związane byłoby to z nieuchwaleniem przez Sejm budżetu do połowy lutego – jedyną w ciągu roku okazją do rozwiązania parlamentu, gdyż na samorozwiązanie nie ma co liczyć. Oczywiście – nawet w przypadku nieuchwalenia budżetu – rząd może pracować na podstawie prowizorium, a prezydent wcale parlamentu rozwiązywać nie musi. Skąd więc nagle owa przedwyborcza gorączka coraz bardziej widoczna we wszystkich ugrupowaniach?

Jest oczywiste, że Prawo i Sprawiedliwość scenariusz przyspieszonych wyborów rozważać musi. Dla tego ugrupowania mogą być one wielką pokusą. Notowania partii są wysokie, wzrosną jeszcze zapewne po objęciu urzędu prezydenta przez Lecha Kaczyńskiego, a więc wizja samodzielnych rządów i oderwanie się od kaprysów Samoobrony i LPR jest istotna. Do maja PiS opanuje już wszystkie struktury administracji rządowej bardzo przydatne w czasie kampanii, czyli będzie ...