POLITYKA

Sobota, 25 maja 2019

Polityka - nr 27 (3117) z dnia 2017-07-05; s. 66-68

Kultura

Sebastian Frąckiewicz

Muralopolo

Po epoce festiwali murali, które były wyścigiem międzynarodowych gwiazd, nastała w Polsce epoka murali historycznych i kiczowatych kolorowanek, atrap miejskiego krajobrazu.

Wrocław, skrzyżowanie ulic Kołłątaja i Kościuszki, bardzo dobrze wybrana i wyeksponowana ściana. Zobaczy ją każdy, kto będzie jechał tramwajem na Dworzec Główny. Ze ściany na potencjalnego podróżnego spogląda trójka żołnierzy wyklętych i trzy wilki. Obok, na zielonym tle logo WKS Śląsk, symbol NSZ, WiN oraz wielkie hasło: „Walcząca armio wyklęta, Śląsk Wrocław o was pamięta”.

Mural z Kołłątaja nie daje o sobie zapomnieć lokalnym mediom. I to wcale nie ze względu na plastyczną urodę, bo praca jest dosyć szkaradna: niewprawnie namalowane postaci żołnierzy i wilków przypominających rozczochrane psy kojarzą się z twórczością amatorską i sztuką naiwną, ale przecież nie o to tutaj chodzi. O muralu każdy pamięta, bo jest nieustannie niszczony: czasem to prymitywna demolka, a czasem całkiem błyskotliwa interwencja. Praca została już pochlapana różową farbą, później pojawiła się na niej swastyka, a w kwietniu po raz drugi ktoś domalował tęczę – tym razem był...