POLITYKA

Piątek, 24 maja 2019

Polityka - nr 35 (3024) z dnia 2015-08-26; s. 54-55

Świat

Tomasz Maćkowiak

Muzeum milczenia

70 lat po wojnie i ćwierć wieku po upadku komunizmu – mimo kolejnych traktatów, gestów, deklaracji i członkostwa w Unii, mimo świetnych wzajemnych stosunków i kwitnącej turystyki – zbitka „kwestia niemiecka” nadal gasi uśmiechy na twarzach wielu Czechów.

Starszy pan powoli, z uwagą ostukuje młotkiem deski na strychu. Potem chwyta za niemal niewidoczny sznurek wystający ze szpary, pociąga i w deskach otwiera się zamaskowana klapa. Z uśmiechem odwraca się do kamery: „Mam!”.

Rudiego Schlattnera na początku sierpnia pokazała czeska telewizja. Ten emeryt ze Stuttgartu jest potomkiem Niemców wypędzonych z Czech po drugiej wojnie światowej. Na starość postanowił sprawdzić, czy w tajnej skrytce na dachu jego rodzinnego domu w Ustí nad Łabą nadal leżą paczki, które z rodziną chowali tuż przed wyjazdem. Skontaktował się z burmistrzem miasta i potem w asyście pracowników lokalnego muzeum i kamer telewizyjnych wyjmował zza sosnowych desek 113 kartonów, pudeł i paczek. I skończyłoby się na wzruszającym obrazku, gdyby nie fakt, że przy okazji publicyści zaczęli zadawać pytanie: co teraz z tymi przedmiotami zrobić? W końcu przygotowywane od początku stulecia muzeum niemieckojęzycznych mieszkańców Ziem Czeskich nadal nie istnieje.

Los przedmiotów znalezionych na strychu willi w Ustí po raz ...