POLITYKA

Wtorek, 21 listopada 2017

Polityka - nr 25 (2963) z dnia 2014-06-16; s. 40-41

Społeczeństwo

Anna Maziuk

My i inne zwierzęta

Z dr Anną Barcz i Dorotą Łagodzką o zwierzęcej naturze ludzi, polskich problemach z ochroną praw zwierząt oraz przemianach ludzko-zwierzęcych relacji

Anna Maziuk: – Co to jest emancypacja zwierząt?
Anna Barcz: – Globalny proces społeczny, w którym uczestniczymy. Zrobiliśmy już pierwszy krok ku tej emancypacji. Nieuniknionej, bo będącej oczywistą konsekwencją upodmiotawiania się różnych innych grup, od niewolników w starożytności, przez dyskryminowanych ze względu na rasę, płeć, wiek, stan umysłowy czy fizyczny albo status społeczny. Dziś podobne procesy dotyczą zwierząt. To już mniej więcej oczywiste, że nie muszę być miłośnikiem zwierząt, żeby uznać, że mają one prawo do niedoznawania bólu, bo to, że zwierzęta odczuwają ból, możemy udowodnić naukowo.

Polskiego prezydenta Bronisława Komorowskiego poproszono, żeby na czas pełnienia urzędu zaprzestał polowań. To też przejaw emancypacji zwierząt?
A.B.: – Oczywiście. Współcześnie mogą nas brzydzić różne rzeczy, które nie wzruszały nas choćby dwa pokolenia temu. Epatowanie kulturą myśliwską czy łowiecką – czy wcześniejsze, XVII-wieczne rzeźnie, jak choćby słynny rozpłatany wół u Rembrandta – brało się z ówczesnej codzienności. Małe zakłady rzeźnickie mieściły się zazwyczaj w centrum miasta, więc rozpłatane ciało zwierzęce to był codzienny widok. Dziś, idąc przez warszawską Starówkę, nigdzie nie zobaczymy gór mięsa. To wszystko zostało skrupulatnie schowane w dużych zakładach, które z zewnątrz wcale nie kojarzą się z mięsem. Bo nie chcemy już oglądać zwierzęcego cierpienia.

Według raportu NIK, w 2004 r. było w Polsce 1446 rzeźni.
Dorota Łagodzka: – I wiemy, że wiele z nich łamie obowiązujące prawo dotyczące standardów zabijania zwierząt. Podobnie jak wiele hodowli przemysłowych łamie – i tak fatalne – przepisy dotyczące warunków życia zwierząt. Niestety, w polskim wariancie emancypacja zwierząt nie idzie z postępem. Przeciwnie: Stanisław Kalemba, do niedawna minister rolnictwa, zaplanował zmiany w przepisach mające zmniejszyć przestrzeń życiową zwierząt hodowlanych i zlikwidować obowiązek zapewnienia im stałego dostępu do wody.

Za to sprawa uboju rytualnego poruszyła ludzi w stopniu dość niespotykanym. Społeczny opór przed zabijaniem rytualnym był ogromny, a przy okazji, w mediach, dostało się też zwykłym rzeźniom, które zabijają nierytualnie, a przerażająco.
D.Ł.: – Do Sejmu trafił jednak obywatelski projekt ustawy przywracającej ubój rytualny, pod którym podpisy zbierała Krajowa Rada Izb Rolniczych, jak się można domyślać, z pobudek finansowych, a nie religijnych – więc sprawa uboju powróci.

Swoją drogą „ubój” to ciekawe słowo. Język, jakiego używamy, wyraża sposób naszego myślenia. Tak oddalamy od siebie powiązanie kawałka mięsa na talerzu i zwierzęcia, które musiało zostać zabite, i to kolejny proces zachodzący we współczesnej kulturze, który dotyczy zwierząt. Akurat niezbyt dla nich korzystny.

Taka maskarada?
D.Ł.: – Zaczynamy ją już na etapie wychowywania dzieci. Nie mówimy im, czym jest mięso i skąd się bierze. A może to wystarczyłoby na początek, żeby ludzi uwrażliwić? Z jednej strony, zachwycamy się różowymi świnkami na pocztówkach czy w bajkach, z drugiej – zjadamy je, udając, że to nie o nie chodzi. To schizofrenia moralna i oszukujemy się, przekonując siebie samych, że na tym skorzystają dzieci. One skorzystają na szacunku do zwierząt; z badań wynika, że niewrażliwość na ich cierpienie idzie w parze z niewrażliwością społeczną. Próby odejścia od tej schizofrenii, nazywania stanu rzeczy po imieniu to wyzwanie, które wciąż jeszcze rzadko podejmujemy.

Czasem podejmujemy. W sztuce mówi się o holocauście zwierząt.
A.B.: – Pojęcie „wiecznej Treblinki” z opowiadania Isaaca ­Bashevisa Singera faktycznie dostało się do głównego obiegu kultury. Bo rzeczywiście fabryki śmierci z obozów koncentracyjnych pod względem organizacji, systematyczności oraz nastawienia na wydajność – jak najszybciej i najbardziej ekonomicznie zabijać – przypominały współczesne rzeźnie. W Stanach Zjednoczonych pierwsze wielkoprzemysłowe rzeźnie powstawały na wzór fabryk samochodów Forda. Udoskonalanie linii produkcyjnej w tej firmie było przekładane na ubojnie. Jakiś element sprzeciwu, dyskomfortu widać już w dyskusji publicznej.

Ale też trudno liczyć na wegetarianizm jako powszechną formę odżywiania.
D.Ł.: – Warto jednak czasem zadać pytanie, dlaczego, tłumacząc zabijanie zwierząt odniesieniami do natury, zamykamy sprawę. Jedzenie zwierząt uznaliśmy za naturalne i tyle. Argument, że coś jest naturalne, zawodzi w wielu innych przypadkach naszych relacji międzyludzkich. Bo co z tego, że naturalne – cokolwiek by to znaczyło – jeśli sprzeczne z naszą etyką? Naturalne są – jak sama nazwa wskazuje – katastrofy naturalne czy choroby, a jednak staramy się ratować poszkodowane osoby, choć być może ich śmierć byłaby naturalną selekcją. To prawda, powszechny wegetarianizm w skali globalnej w najbliższej przyszłości jest utopią, ale już samo zadanie takiego niewygodnego pytania w poczytnym medium można uznać za kolejny przejaw emancypacji zwierząt. A więc szansę na poprawę ich losu.

Jaki bę...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Dr Anna Barcz
Filozofka i badaczka literatury. Pracuje w Instytucie Badań Literackich PAN, prowadzi warsztaty o tematyce ekologicznej, organizuje kurs poświęcony zwierzętom i gender; tłumaczy z angielskiego. Wraz z Dorotą Łagodzką zorganizowała międzynarodową, pierwszą w Polsce konferencję naukową „Zwierzęta i ich ludzie. Zmierzch antropocentrycznego paradygmatu?” poświęconą animal studies.

Dorota Łagodzka
Historyczka sztuki i kuratorka wystaw, asystent naukowy na Wydziale Artes Liberales Uniwersytetu Warszawskiego. Pisze dysertację doktorską w Instytucie Sztuki PAN na temat zmiany statusu zwierząt w sztuce współczesnej. Autorka bloga o zwierzętach w sztuce.