POLITYKA

Poniedziałek, 27 maja 2019

Polityka - nr 25 (2812) z dnia 2011-06-15; s. 52-54

Świat

Marek OstrowskiPaweł Świeboda

My, prezydenci

Dobrze, że w przeciwieństwie do Euro 2012 na naszą prezydencję w Unii Europejskiej nie trzeba budować stadionów ani dróg. Z logistyką i oprawą wizualną prezydencji nie ma kłopotów. A z polityką?

Na dwa tygodnie przed godziną zero wiatry sprzyjają polskiej prezydencji. Zaskakująco dobrze idzie nam to, co zwykle zawodziło, czyli budowanie wizerunku kraju pewnego siebie i wiedzącego, co chce osiągnąć. Polska w Europie zaczęła mieć dobrą markę i to po prostu robiąc swoje, a nie rekrutując magnatów reklamy czy guru PR, takich jak Wally Olins (po badaniach proponował Polsce hasło wizerunkowe: „Twórcze napięcie”). Nadwornego grafika mamy tego samego od lat, i też dobrze, bo logotyp prezydencji wyszedł mu prawie tak samo udanie jak słynny znaczek Solidarności.

Najpierw jednak pytanie: Na kim chcemy zrobić wrażenie? Na partnerach zagranicznych czy opinii krajowej? Więcej fajerwerków rząd szykuje na kraj niż na Europę, gdzie budżety naszych ambasad wystarczą na parę konferencji, tu i ówdzie okraszonych gustownymi przyjęciami. W Londynie prezydencja zagości na jeden wieczór w słynnym Victoria and Albert Museum. W kraju będzie się działo o niebo więcej: gwiazdorska feta na początek i polityczny korowód ze szczytem Partnerstwa Wschodniego ...

Prezydencja za 100 mln euro

Polska prezydencja rusza 1 lipca. Przejmujemy ją od Węgrów i w styczniu 2012 r. oddajemy Duńczykom. Przez pół roku będziemy gospodarzem większości unijnych spotkań, zarówno formalnych (poświęconych omawianiu bieżących spraw), jak i nieformalnych (w celu wymiany poglądów w sprawach długoterminowych). Do tego dochodzi również organizacja szczytów Rady Europejskiej oraz dziesiątek mniejszych konferencji, sympozjów, wystaw i koncertów. Spotkania będą odbywać się nie tylko w Brukseli i Luksemburgu, ale też u nas w kraju, m.in. w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, we Wrocławiu i Sopocie.

Wśród priorytetów naszej prezydencji jest m.in. polityka spójności i wspieranie ujednoliconego rynku wewnętrznego, zgodnie z zasadą, że większy i jednolity rynek będzie bardziej konkurencyjny gospodarczo. Stawiamy też na bezpieczną Europę i to zarówno pod względem obronności, jak i bezpieczeństwa żywnościowego i energetycznego. Chcielibyśmy także, by podczas polskiego przewodnictwa udało się podpisać umowę o stowarzyszeniu Ukrainy z Unią oraz traktat akcesyjny z Chorwacją. Cały czas będziemy też promować Partnerstwo Wschodnie.

Na zorganizowanie prezydencji mamy ponad 430 mln zł (ok. 110 mln euro). Prawie trzy lata temu Francuzi wydali 160 mln euro (ok. 625 mln zł), Węgry wstępnie podsumowali swoje działania na 85 mln euro, ale Słoweńcy w 2008 r. poradzili sobie za 62 mln euro, więc nam też powinno się udać.