POLITYKA

Sobota, 25 maja 2019

Polityka - nr 42 (2676) z dnia 2008-10-18; s. 72

Kultura / Polska Literatura Współczesna

Anna Nasiłowska

My spomiędzy

„Rodzinna Europa” Czesława Miłosza to szkic o tożsamości Europejczyka z naszych okolic, które nie są Zachodem, ale nie są też i Wschodem.

Czy rzeczywiście istnieje pewna wspólna tożsamość regionu, który później niezbyt fortunnie zaczęto nazywać Europą Środkową? Miłosz sądził, że tak. Składa się na nią dystans wobec wielkiej historii i zarazem silna zależność od niej, a także pewne wyposażenie psychiczne, niespotykane nigdzie indziej.

Miłosz, pisząc „Rodzinną Europę(pierwsze wydanie we Francji w 1959 r.), kolejny – po wydanej w 1955 r. powieści o dzieciństwie „Dolina Issy” – zarys autobiograficzny, planował coś w rodzaju portretu zbiorowego, w którym tło stanie się ważniejsze niż postać autora, a jego własna biografia poddana uogólnieniu, odsłoni sens bycia Europejczykiem ze Wschodu. Nie da się jednak ukryć, że Miłosz pragnąc tak bardzo uogólnić własne doświadczenie nieco przesadził. Opisuje przede wszystkim doświadczenie swego pokolenia. Jako dziecko w Petersburgu zobaczył pierwszy samochód i natychmiast uległ fascynacji cudowną maszyną, która dziś trochę jednak nam spowszedniała. Widział okrucieństwa pierwszej wojny i dotarły do niego okruchy rewolucji. Potem, podczas drugiej wojny, ocalał właściwie ...