POLITYKA

środa, 22 maja 2019

Polityka - nr 13 (2186) z dnia 1999-03-27; s. 20-21

Kraj

Leon Kieres

Na diecie

Opinia publiczna ocenia dziś reformę samorządową przez pryzmat wysokości diet i zarobków urzędników samorządowych. Czy pazerność radnych, walka o stołki, koncentrowanie się na własnych interesach, partyjniactwo, zdążyły już skutecznie zohydzić samorząd obywatelom? Ta krytyka jest krytyką słuszną, gdy mówimy o wynaturzeniach, ale na pewno nie przekreśla ani zasadności przeprowadzenia reformy samorządowej, ani jej perspektyw. Reforma samorządowa zbyt była potrzebna państwu polskiemu, którego struktury - co udowodniła choćby powódź z 1997 r. - były drogie, niewydolne i mało skuteczne.

Diety radnych w Polsce, porównując je z dietami radnych za granicą, są zbyt wysokie i to nie ulega wątpliwości. Przypadki patologiczne muszą być napiętnowane, ale nie jest prawdą, że tak samo jest w całym kraju. Mamy w Polsce niemal 2500 gmin, ponad 300 powiatów i 16 województw. Są w nich takie rady, gdzie wysokość diet nie budzi protestów, a nawet takie, jak Jordanów, gdzie przez dwie kadencje radni w ogóle nie brali diet. Na koniec zarząd zafundował każdemu z radnych książkę.

Ważne za co

Dlatego to nie samorząd terytorialny się skompromitował. Być może skompromitowali się poszczególni działacze, choć postępowali zgodnie z prawem przyjętym przez parlament i w sposób akceptowany do tej pory przez rząd oraz instytucje nadzoru i kontroli. Dieta, zgodnie z ratyfikowaną przez Polskę Europejską Kartą Samorządu Terytorialnego, powinna zapewnić radnym wyrównanie kosztów ponoszonych w związku z wykonywaniem mandatu oraz rekompensować utracone zyski. Pozostaje kwestią do dyskusji, czy koszty wykonywania mandatu przez radnego uzasadniają wypłacanie diet w wysokości pięciu, sześciu tysięcy złotych. ...