POLITYKA

Wtorek, 21 maja 2019

Polityka - nr 3 (2384) z dnia 2003-01-18; s. 78-81

Społeczeństwo / Życie ekranowe

Marcin Meller

Na dobre i coraz lepsze

Serial „Na dobre i na złe” ogląda już 11 mln Polaków. Więcej niż papieża i Małysza. Problemami – służbowymi i prywatnymi – lekarzy szpitala w Leśnej Górze ekscytują się wszystkie grupy społeczne i wiekowe: od gimnazjalistek po ich babcie, od więźniów i bezrobotnych po profesorów. Właściwie dlaczego?

Na biurku Wojciecha Jędrkiewicza, redaktora prowadzącego z ramienia TVP, stoi dyplom od Polskiego Towarzystwa Lekarskiego: „Powszechnie wiadomym się czyni, że pt. realizatorów serialu TV »Na dobre i na złe« za ofiarną służbę w ochronie zdrowia i życia ludzkiego, za tworzenie nieprzemijających wartości dla dobra społeczeństwa oraz za wybitne zasługi dla Polskiego Towarzystwa Lekarskiego uhonorowano medalem Bene Meritus”.

W służbie zdrowia i telewidza

Ofiarna służba trwa po 11–12 godzin przynajmniej pięć razy w tygodniu. W realizację zaangażowanych jest na stałe ponad sto osób, w tym czterdziestu aktorów. Kierownik produkcji Stanisław Szymański mówi, że przez ponad trzy lata podpisano około tysiąca umów aktorskich. Pole się zawęża. Sięgają do teatrów w całej Polsce. 80 proc. scen kręconych jest w udającej szpital hali pewnego podwarszawskiego ośrodka naukowego. W kanciapie z herbatą za popielniczki robią półmiski, trzeba je dosyć często opróżniać. Realizatorzy wolą nie podawać adresu, obawiając się ...

Czego zazdroszczę lekarzom z Leśnej Góry

Mówi Bartosz Arłukowicz

Lekarz pediatra i nauczyciel akademicki w I Klinice Chorób Dzieci Pomorskiej Akademii Medycznej w Szczecinie. Zwycięzca II edycji programu „Agent”.

• Zazdroszczę im na początek pięknych, ciepłych, kolorowych gabinetów lekarskich wyposażonych w miękkie fotele, kanapy i lampki nocne. Rzeczywistość w naszym szpitalu wygląda zupełnie inaczej: rozpadające się biurka i krzesła z lat 70., przekazane z różnych instytucji (jako zbędne i zniszczone) stare, psujące się komputery.

• Lekarze w Leśnej Górze przyjaźnią się!!! Nie znalazłem w serialu objawów niezdrowej konkurencji i zawiści. Starsi lekarze służą radą i uczą młodszego! Mało tego, piją z nim kawę! Rzadko spotykane w rzeczywistości zjawisko.

• Zauważyłem ogromne zaangażowanie salowych, pani bufetowej w zdrowie pacjentów. A jaki piękny bufet... A gdzie stoliki nakryte starą, porozrywaną folią? A gdzie salowa przeganiająca pacjenta ścierką?

• W Leśnej Górze mogą zadzwonić w pilnej sprawie na telefon komórkowy!!!

• Wszechstronność lekarzy w Leśnej Górze jest godna pozazdroszczenia. Trzech chirurgów, anestezjolog, internista i sporadycznie pediatra załatwiają wszystko: od operacji mózgu, poprzez wady wrodzone, prowadzenie skomplikowanej i powikłanej wadą płodu ciąży, wypadki, porzucone dzieci, kończąc na schizofrenii. Wielokierunkowość podpisanych kontraktów z kasą chorych jest niespotykana. Chirurg operujący prostatę leczy kłopoty psychiczne pacjenta. Chciałbym być przy kontroli z kasy chorych, a potem przy rozmowie chirurga z dyrektorem szpitala.

• Lekarze mają czas na rozmowę z pacjentem... Rzeczywistość wygląda tak, że lekarz jest albo po, albo przed dyżurem (7–8 w miesiącu), ma od siedmiu do dziesięciu pacjentów, ćwiczenia ze studentami i w międzyczasie dyżury w pogotowiu (4–5 w miesiącu) i do tego praktykę prywatną, bez której nie jest w stanie przeżyć. A w Leśnej Górze jednym pacjentem zajmuje się ciągle dwóch, trzech lekarzy. I do tego zawsze wypoczętych.