POLITYKA

Niedziela, 26 maja 2019

Polityka - nr 20 (2858) z dnia 2012-05-16; s. 88-89

Kultura / Andrzej Czeczot 1933–2012

Ryszard Marek Groński

Na drodze do Edenu

Stara jak świat przypowieść powiada, że kiedy odchodzi ktoś, kto rozpędzał zbierające się nad naszymi głowami ciemne chmury – łzy wylane po jego śmierci zamieniają się w lusterka śmiechu. I wtedy znowu jest z nami.

To nie jest dobry czas na ustalanie hierarchii, wystawianie cenzurek. Nie ulega jednak wątpliwości, że Andrzej Czeczot (rocznik 1933) przypomni się nieraz czytelnikom tygodników szukającym satyrycznego komentarza, odtrutki na patos i załganie. Czy autor tysięcy rysunków, jakie opublikował od debiutu w 1956 r. zdawał sobie sprawę ze swej wyjątkowości? W parodystycznej autobiografii napisał: „Rysuję koślawo i niechlujnie”. Ta rzekoma koślawość i nonszalancja różniły go od dawnych i współczesnych grafików oraz karykaturzystów dbających o elegancję formy, dopracowanie szczegółów, kokietowanie odbiorcy. Czeczot był inny. Zawsze na kontrze, obrzydzający symbole i zbitki pojęciowe zbanalizowane przez czas.

Na jednym z rysunków doktor Judym, lekarz wiejskiego ośrodka zdrowia, wycina rozdartą sosnę. Na innym gospodarz rozpacza, że wymodlona manna, która spadła z nieba, wytłukła mu owies. Na jeszcze innym rysunku Diabeł dialoguje z Aniołem: – Jakie różnice poglądów? Bez przesady...

Czeczot nie ograniczał się do prezentacji postaci wyglądających tak jak ich pierwowzory oglądane na ulicy, w&...