POLITYKA

Niedziela, 21 lipca 2019

Polityka - nr 45 (2477) z dnia 2004-11-06; s. 54-55

Świat / Amerykańskie wybory

Tomasz Zalewski

Na dziurkę i na dotyk

Kiedy do czytelników dotrą te słowa, wyniki wyborów prezydenckich będą już znane... Ale czy aby na pewno? Pamiętamy, że cztery lata temu – ze względu na spór o wynik głosowania na Florydzie – to sąd najwyższy musiał zdecydować, kto zostanie prezydentem.

Nawet amerykańska demokracja pozostawia wiele do życzenia. System wyborczy, jak mu się bliżej przyjrzeć, jest tak skomplikowany czy raczej urozmaicony, że podobny bałagan może się powtarzać jeśli nie w tym roku, to na przykład za cztery lata. Za każdym razem, kiedy USA dzieli się jak dziś – po równo – na dwie Ameryki: republikańską i demokratyczną. Niektóre dziwactwa amerykańskich wyborów stwarzające pole do oszustw mogą właściwie nawet podważyć wiarygodność podawanych wyników głosowania w niektórych stanach.

Poza zapisami konstytucyjnymi wytyczającymi ogólne ramy systemu, głównie o Kolegium Elektorskim, w Ameryce nie ma jednolitej ordynacji wyborczej, każdy stan posiada własną, a w stanach poszczególne hrabstwa stosują rozmaite sposoby głosowania. Na Florydzie w 2000 r. poszło, jak wiadomo, głównie o liczenie w kilku hrabstwach głosów oddawanych metodą dziurkowania szpikulcem kart wyborczych – dziurki przy nazwiskach kandydatów były niewyraźne, maszyny do liczenia głosów nie odczytywały ich dokładnie i nie pomogło nawet ponowne ...

Kto, ile, jak

Wybory prezydenta Stanów Zjednoczonych są powszechne, ale nie są bezpośrednie. Wyborcy swoim głosem popierają konkretnego polityka, który ubiega się o fotel prezydenta, ale to głosy tzw. elektorów, a ściślej głosy delegatów do Kolegium Elektorskiego wpływają bezpośrednio na ostateczny wynik. Kolegium tworzą przedstawiciele wszystkich stanów. Do każdego z 50 stanów są przypisane stałe liczby głosów elektorskich (od 3 do 55). Przyznawane są one temu kandydatowi, który zdobył większość w danym stanie. Dlatego walka zawsze odbywa się o stany, w których można zdobyć najwięcej głosów elektorskich. Żeby wygrać, kandydat musi zebrać najmniej 270 głosów elektorskich (z 538). Jeśli obaj kandydaci uzyskają w Kolegium Elektorskim po 269 głosów, wyboru prezydenta dokonuje Izba Reprezentantów, w której większość obecnie mają republikanie. Taki system sprawia, że prezydentem może zostać człowiek, który w głosowaniu powszechnym zdobył mniej głosów od swojego przeciwnika. W przypadku protestów podważających wyniki wyborów wkracza sąd najwyższy.