POLITYKA

środa, 24 kwietnia 2019

Polityka - nr 4 (2177) z dnia 1999-01-23; s. 78-79

Społeczeństwo

Artur Górski

Na krawędzi

Pojęcie "sporty ekstremalne" robi w ostatnim czasie zawrotną karierę i bardziej dotyczy obyczajowości, stylu życia niż kultury fizycznej. Dla młodego pokolenia uprawianie klasycznych dyscyplin staje się czymś mało atrakcyjnym, ba - wręcz nudnym.

Niedawne tragiczne wydarzenia podczas regat Sydney - Hobart (POLITYKA 2), oraz nieudany lot Richarda Bransona i Steve´a Fosseta balonem wokół kuli ziemskiej przywołały wątpliwości: czy wyczyn sportowy wart jest ceny, którą płacą uczestnicy zawodów o podwyższonym ryzyku. Czy chodzi tu o wynik, czy raczej udowodnienie sobie jakiejś bliżej nieokreślonej prawdy: że jestem w stanie pokonać naturę, że nie lękam się spojrzeć śmierci w oczy, że jestem silniejszy od własnych słabości? Nie chodzi raczej o sławę - pod tym względem wyczynowcy nie dorównają tenisistom czy piłkarzom - ani o tak wielkie pieniądze, jakie można zdobyć na korcie czy boisku.

Miejsce dla pająków

Kiedyś uprawiało się sport dla przyjemności, dla wyniku, dla medalu. Dziś na pytanie o sens uprawiania owych ekstremalnych dyscyplin Marcin Jamkowski, znany polski skał-kowiec, odpowiada tak: - Podczas wspinaczki są takie chwile, kiedy czuję, jak adrenalina - ta chemiczna substancja - wydziela się wprost przez skórę. Zresztą jak ma być inaczej, kiedy jesteś kilkadziesiąt, czasami kilkaset metrów nad ziemią, trzymasz się czubkami palców ...