POLITYKA

Poniedziałek, 15 lipca 2019

Polityka - nr 28 (2662) z dnia 2008-07-12; s. 14-17

Kraj

Edyta Gietka

Na oczy czarne

Znów na polskich ulicach widać żebrzące kobiety, wyglądające na rumuńskie Cyganki. Z dziećmi na ręku, z dziećmi u boku. Wiele wskazuje, że są to kupowane dzieci.

Warszawa. Godzina 8.10. Przystanek Centrum. Do tramwaju numer 25 linii Praga–Ochota wchodzi kobieta o ciemnej karnacji. Jedną ręką potrząsa tobołkiem, podsuwając go pasażerom pod oczy, żeby widzieli, jakie to małe dzieciątko. Drugą ręką potrząsa tekturowym kubkiem z McDonald’sa. – Panu, na mleko na to dzieciątko, na pol chlyba, na rodinu, na zdrowie panu... Brzdęk. – I wzajemnie, panu...

Godzina 8.14. Przystanek Dworzec Centralny. Do tramwaju numer 25 wchodzi kobieta o ciemnej karnacji z tobołkiem. Zawodzi swój żebraczy refren, a mała dziewczynka z tekturowym kubkiem idzie wzdłuż wagonu, łapiąc pasażerów za nogi. Starsza pani ubrana w stylu radiomaryjnym każe się nie dotykać: – Dobry Rumun to martwy Rumun – syczy.

Godzina 8.20. Do tramwaju numer 25 wchodzi kobieta... Głos zirytowanego mężczyzny: – Dopiero jedna wyszła! – To nie ja, panu. – Co wy na te, kurwa, czarne oczy chcecie żyć!? – Niech was kurwa, panu... – kobieta z tobołkiem spluwa, machnąwszy falbaną u spódnicy.

Dzieciątka w lepkich od brudu kopertach z kocyków śpią sobie cichutko, nie beczą, nie wiercą ...