POLITYKA

Piątek, 24 maja 2019

Polityka - nr 36 (2570) z dnia 2006-09-09; s. 28-31

Kraj / Zadośćuczynienie

Ryszarda Socha

Na otarcie łez

Coraz więcej osób domaga się pieniędzy za krzywdy doznane od państwa lub współobywateli. Do niedawna sądy przyznawały sumy symboliczne, na poziomie jałmużny. Dziś w grę wchodzą niekiedy setki tysięcy złotych. Czy odmieniają one życie, osuszają łzy, pomagają zapomnieć, przebaczyć?

Drażliwy temat. Niełatwo wśród poszkodowanych, którzy wywalczyli znaczące kwoty, znaleźć osoby skłonne do rozmowy. Może dlatego, że w trakcie procesów większość zaklina się zgodnie, iż pieniądze, nawet największe, nic nie zmienią, żadna kwota nie ukoi ich bólu.

– Pieniądze są ważne, bardzo ważne – konstatuje z inwalidzkiego wózka Marcin Kowalczyk. – Żeby lepiej żyć, żeby mieć spokój psychiczny, żeby nie był problemem stłuczony talerz czy plama na koszuli. Ludzie, którzy mówią inaczej, okłamują innych i siebie. Niekiedy słyszę: Ach, nie chciałbym mieć tych pieniędzy, wolałbym być zdrowy. I mam wrażenie, że mimo wszystko jest w tym nutka zazdrości.

– Wysoki był, jakieś 185 cm, fajny facet, grzeczny – opowiadają o Marcinie Kowalczyku dawni znajomi. Marcin miał 19 lat, dobrze się zapowiadał jako sportowiec. Ktoś czegoś nie dopatrzył i na zamkniętą trasę wyścigu wjechał spychacz. Trafiło na Marcina. O odszkodowanie skarżył solidarnie policję, firmę, do której należał spychacz, i związek ...