POLITYKA

Czwartek, 22 sierpnia 2019

Polityka - nr 50 (3190) z dnia 2018-12-12; s. 46-48

Świat

Jędrzej Winiecki

Na potęgę

Mija właśnie 40 lat od rozpoczęcia największego eksperymentu społeczno-gospodarczego w dziejach. Przyniósł Chinom niebywały rozwój, ale też wiele zagrożeń i pytań o przyszłość.

Fanfar nie było. Debiut chińskiej reformy powszechnie przegapiono, przynajmniej na Zachodzie. O zdarzeniu nie napisał „New York Times”. No bo i z pozoru nie było o czym pisać. W Pekinie od 18 do 22 grudnia 1978 r. obradowało 3. plenum 11. komitetu centralnego, wyglądające na rutynową nasiadówkę chińskich komunistów rządzących zacofanym i szczelnie odciętym od świata krajem. Stało się tam jednak coś wiekopomnego: zatwierdzono zasady przekazania władzy Deng Xiaopingowi, ale przede wszystkim zaakceptowano jego wizję rozwoju, której efekty po latach odczuje każdy zakątek globu.

Deng nastał po Mao Zedongu, który doprowadził Chińską Republikę Ludową do ruiny. Mao na gospodarce się nie znał, a budował komunistyczną utopię, by pielęgnować swój kult i zaspokoić niepohamowany głód władzy. Publicznie mówił, że Chińczycy powinni być biedni, bo wtedy nie ulegają kapitalistycznym pokusom.

Deng, postać daleka od krystaliczności (zdecydował m.in. o masakrze na Tiananmen w 1989 r.) i wykonawca wielu poleceń Mao, był raczej pragmatykiem. – Tamte Chiny i dzisiejsze to dwie ...