POLITYKA

Poniedziałek, 22 lipca 2019

Polityka - nr 44 (2269) z dnia 2000-10-28; s. 50-52

Kultura

Stanisław Bukowski

Na punktowaną nutę

XIV Konkurs Chopinowski potwierdził złą kondycję polskiej pianistyki

Pomysł Jerzego Żurawlewa, profesora Wyższej Szkoły Muzycznej w Warszawie, aby stworzyć monograficzny konkurs pianistyczny poświęcony twórczości Fryderyka Chopina, dziś wydaje się genialny. Jednak w latach dwudziestych naszego wieku, kiedy idea się rodziła, wartość artystyczna tej muzyki nie była wcale oczywista. Chopina grywano najczęściej w sposób sentymentalny i powierzchowny, często też odrzucano twórczość romantycznego kompozytora jako niewiele wartą muzykę salonową, przerafinowaną, przestarzałą i nieco dziwaczną.

O wyprzedzającym swoją epokę Preludium a-moll dziewiętnastowieczny muzykolog Jan Kleczyński pisał w swojej książce „O wykonywaniu dzieł Chopina”: „Nie grywać, bo dziwaczne”. Zresztą całość cyklu 24 Preludiów wykonano dopiero kilkadziesiąt lat po śmierci kompozytora, a pierwsze nagranie zarejestrowano w 1955 r. Władysław Żeleński, wybitny kompozytor i niezwykle światły umysł, autor naszych narodowych oper „Goplana” i „Konrad Wallenrod”, uważał sonaty Chopina za utwory źle skonstruowane. Nie doceniano także jego pieśni, uważano, że w obu Koncertach cokolwiek warta jest jedynie partia fortepianu, zaś całkowicie nie do przyjęcia – fatalnie napisana partia orkiestry. Nie rozumiejąc tej muzyki dorabiano do niej sztuczną ideologię, ubierano w pseudofilozoficzne treści. Szczególnie popularne były interpretacje narodowo-wyzwoleńcze. Ów obraz „marszu zakutych w kajdany, idących na Sybir” w Polonezie es-moll, pokutuje zresztą w powszechnej świadomości po dziś dzień.

Wygrani, przegrani

Jerzy Żurawlew myśląc o nadaniu muzyce Chopina odpowiedniej rangi odwołał się do doświadczeń sportowych. Lata dwudzieste to rozkwit sportu i kibicowania. Zinstytucjonalizował więc sportową rywalizację mł...