POLITYKA

Poniedziałek, 27 maja 2019

Polityka - nr 51 (3191) z dnia 2018-12-19; s. 100-103

Ludzie i style

Sebastian Frąckiewicz

Na świecko

W Muzeum Miasta Gdyni można sobie przypomnieć, że w PRL pocztówki były pięknie zaprojektowanym przedmiotem, a zarazem próbą tworzenia laickiej symboliki świątecznej.

Nie tylko dzieci czekały w czasach PRL na grudniowe święta. Czekali na nie wszyscy znamienici projektanci i ilustratorzy. Szczególnie na telefon z Biura Wydawniczego Ruch, bo w okresie przedświątecznym oznaczał jedno – zamówienie na okolicznościowe pocztówki.

A to w owym czasie była bardzo dobrze płatna i szybka fucha. Z Józefem Wilkoniem – jednym z najlepszych polskich ilustratorów – dokonujemy wspólnie szybko kalkulacji i wychodzi nam, że stawka za ilustrację na pocztówkę w połowie lat 60. była lepsza niż za ilustrację książkową. – O ile mnie pamięć nie myli, za całostronicową ilustrację do książki dostawało się jakieś 3 tys. zł, a za pocztówkę 5 tys. zł. Do tego zawsze co roku robiło się co najmniej jedną pełną serię, czyli 9 pocztówek, a za dodruk danego wzoru otrzymywało się dodatkowe pieniądze. Nie jestem w stanie nawet policzyć, jak wiele pocztówek zilustrowałem – wspomina Wilkoń.

Po 1956 r., gdy skończył się socrealizm, z okładek dziecię...