POLITYKA

Piątek, 24 maja 2019

Polityka - nr 36 (2468) z dnia 2004-09-04; s. 44-47

Świat / Irak

Michał Runowski

Na wojnie da się żyć

Noc w mieście nie należy do spokojnych – słychać strzały, wybuchy moździerzowych pocisków, przelatują amerykańskie helikoptery. Jednak żyć trzeba, a w ciągu dnia – jeżeli nie zwracać uwagi na druty kolczaste, posterunki wojskowe i olbrzymie korki – można nawet zapomnieć o trwającej wojnie.

Wiele osób nie chce pogodzić się z wojennym życiem. Tak jak 26-letnia Sausan, która, mimo że ma nieźle płatną pracę urzędniczki, skarży się na los. – W tym kraju nigdy nie spotkało mnie nic dobrego – najpierw wojna z Iranem, potem z Amerykanami, a teraz znów z Amerykanami. Czym ja sobie na to zasłużyłam? My, Irakijczycy, przyzwyczajeni jesteśmy do wojny, w zasadzie ciągle mamy wojnę. Ale ja nie chcę tak żyć. Znam angielski, wyjadę. Gdziekolwiek, byle tu nie zostać.

Tak jak ona myśli wielu. Kto tylko ma rodzinę w Jordanii, Syrii czy gdzieś w krajach Zatoki, stara się wyjechać – a przynajmniej odesłać żonę i dzieci na rok, dwa – aż w Iraku się trochę uspokoi. Do niedawna w najlepszej sytuacji byli ci, którzy mają krewnych na Zachodzie. Na początku wielu Amerykano-Irakijczyków, jak i tych mieszkających w Wielkiej Brytanii czy Francji, przyjeżdżało z zachodnimi firmami do pracy w Iraku. Wysokie zarobki starczały na wsparcie ...