POLITYKA

środa, 22 maja 2019

Polityka - nr 31 (3020) z dnia 2015-07-29; s. 30-31

Społeczeństwo

Sławomir Kosieliński

Nadchodzą drony

Im więcej bezzałogowców na polskim niebie, tym większy bałagan i ryzyko katastrofy lotniczej. Ale najgorszym pomysłem byłoby ich po prostu zakazać.

Mamy prawdopodobnie drona na wysokości 762 m – informowali kontrolerów ruchu lotniczego piloci rejsowego samolotu Lufthansy, lecącego z Monachium do Warszawy, gdy 20 lipca 2015 r. podchodzili do lądowania na lotnisku Chopina. Wieża odpowiedziała, że zawiadomią policję. Sprawcą kłopotów okazał się 39-latek spod Piaseczna, zatrzymany w swoim mieszkaniu. Grozi mu do 8 lat więzienia za spowodowanie zagrożenia katastrofą w ruchu powietrznym.

O sprawie zrobiło się głośno, bo nie trzeba wielkiej wyobraźni, by uświadomić sobie skalę zagrożenia. Piloci samolotów boją się nawet zderzenia z pojedynczym ptakiem. Tymczasem typowe bezzałogowe statki powietrzne (to termin z polskiego prawa lotniczego, na świecie określane jako UAV, Unmanned Aerial Vehicle), w dokumentach unijnych nazywane zdalnie sterowanymi systemami latającymi (ang. RPAS), potocznie zaś dronami, które spotykamy na naszym niebie, ważą do 25 kg! Tak zwane koptery, najczęściej spotykane konstrukcje dostępne dla amatorów, uzbrojone w kamerę lub aparat fotograficzny, z czterema lub sześcioma śmigłami, ważą do 8 kg. Potrafią latać z prędkością ponad 60 km/h (niektóre nawet ponad 100 km/...