POLITYKA

Czwartek, 21 lutego 2019

Polityka - nr 23 (3062) z dnia 2016-06-01; s. 16-18

Polityka

Jacek Żakowski

Nadchodzi demokracja ludowa

Głupi Polak po szkodzie zaczyna rozumieć, co dawała mu demokracja. Ale czy już Polak (i nie tylko) zaczyna rozumieć, czego on demokracji nie dał?

Z polską demokracją jest z grubsza jak z dorożkarską szkapą, którą właściciel-sknera już-już prawie oduczył jedzenia… ale zdechła. A polscy demokraci są, niestety, tacy jak sknerus-dorożkarz. Nic im się z zejściem naszej demokracji sensownie nie kojarzy. „No, niestety, zdechła! Szkoda. Miła była”. „Może to taka moda w tym sezonie, że demokracje liberalne padają?”. „Może to wina Kaczora, Zandberga, plam na Słońcu albo faz Księżyca?”.

Zdawało się do niedawna, że „polska bezwinność” to specyfika narodowej prawicy. Bo jak Polacy mogliby być winni? Teraz widać, że jest to ogólna polska przypadłość rozciągająca się też na liberalno-demokratyczne centrum. Bo demokraci też są oczywiście niewinni. Przecież my zawsze byliśmy za demokracją. I to jak! Pozwólcie, że spytam wprost: czy rzeczywiście?

Najpierw trzeba sobie uświadomić, że wbrew różnym legendom demokracja, jaką mamy na myśli, niestety, nie jest stanem naturalnym. To XX-wieczny zachodnioeuropejski fenomen, który objął też część dawnych brytyjskich kolonii. Nigdzie i nigdy wcześniej nie było tak, żeby wszyscy doroś...