POLITYKA

Wtorek, 11 grudnia 2018

Polityka - nr 30 (2255) z dnia 2000-07-22; s. 92-97

Na własne oczy

Aleksandra Ziółkowska-Boehm

Nadciągają indianie

W stanie Connecticut Indianie wybudowali kasyna gry, które wyciągają ogromne pieniądze z pobliskich regionów. W stanach Wisconsin i Waszyngton wiele sporów wywołały indiańskie żądaniaprawa do wyłączności łowienia ryb według umów z XIX wieku, w Nevadzie farmerzy znaleźli się na granicy bankructwa, gdy Indianie Paiuties z rezerwatu znad jeziora Pyramid przejęli kontrolę nad wypływającą z jeziora rzeką Truckee, wijącą się wokół miasta Reno i wpadającą do jeziora Tahoe. W niektórych stanach Indianie domagają się zwrotu swych „świętych ziem”, co jest zagrożeniem dla lokalnej ekonomii. Niemal niezauważone przez media zostały rządowe ustawy i sądowe wyroki praktycznie na nowo dające przywileje Indianom i ustanawiające indiańskie ziemie.

Gdy Micki Hutchinson otwarła swoją kawiarnię zimą 1991 r., nie przewidywała problemów. Sytuacja jawiła się jej tak prosto jak siatka ulic, które władze stanu Południowa Dakota optymistycznie wytyczyły w 1910 r. na pustych preriach, aby stworzyć osadę Isabel. Ulice poprowadzono pośrodku byłego, jak twierdzono, rezerwatu o nazwie Cheyenne River, który zamieszkiwali Indianie należący do plemienia Siuksów. (Isabel jest teraz niewielkim miasteczkiem, leży na zachód od stolicy stanu Pierre).

Micki była przekonana, że jej kawiarnia nie ma wiele wspólnego z pobliskim rezerwatem, toteż kiedy władze plemienia Siuksów zażądały, by zapłaciła im 250 dolarów za licencję sprzedaży alkoholu, zignorowała to. – Nie mają prawa mówić mi, co mam robić, nie jestem Indianką, a Isabel nie jest indiańską wioską – uważa. Rozumowanie jej sąsiadów jest podobne: – To jest moje gospodarstwo rolne i za tę ziemię Indianom zapłacono. Skoro my nie możemy mieć wpływu na to , co się dzieje w rezerwacie, dlaczego Indianie chcą z nas ściągać podatki? To byłoby taxation ...