POLITYKA

Piątek, 24 listopada 2017

Polityka - nr 36 (3126) z dnia 2017-09-06; s. 94

Felietony / Passent

Daniel Passent

Nadgorliwość ukarana

Polacy, nic się nie stało – można by powiedzieć po tym, jak minister sportu i turystyki —wyrzucił Marka Olszewskiego, szefa Polskiej Organizacji Turystycznej, za „skandaliczne wypowiedzi o Auschwitz”. Powołany niedawno na to stanowisko Olszewski zaczął wykreślać z programów promujących Polskę wizyty w KL Auschswitz oraz w Muzeum Polin. W rozmowie z „Wyborczą” pogrążył się, mówiąc: „Nie mam potrzeby eksponowania miejsc i zdarzeń związanych z kulturą innych narodów”. „To polskie, a nie żydowskie elity zostały w czasie wojny zupełnie przeorane i zlikwidowane. Pamiętajmy, że kultura żydowska w praktyce cała przetrwała. W latach 30. z Niemiec wielu Żydów emigrowało. W Polsce pod okupacją niemiecką nie było takiej możliwości”.

Cóż za kłamstwo, jaki wstyd! Jakiego nieuka mianowano na ważne stanowisko! Przecież to pójdzie w świat, że szef polskiej turystyki twierdzi, iż kultura żydowska w praktyce cała przetrwała, przeorane zostały elity polskie, a nie żydowskie. Czyli Eichmann, Himmler, Hoess niewiele zdziałali? Nie można być usatysfakcjonowanym, że autor tych bredni został zwolniony ze stanowiska. Nie jest tak, że „nic się nie stało – gramy dalej”. Poglądy p. Olszewskiego pasują bardziej do ONR czy do wszechpolaków niż do urzędnika państwowego. Chyba że nasze państwo zmierza w tym kierunku.

Skąd ten pan czerpał swoje poglądy, gdzie się z nimi zetknął, co go kształtuje? Potrzeba „przebicia się z naszą własną kulturą” jest zrozumiała, ale nie kosztem kłamstwa oraz kosztem innych kultur, jak choćby prawosławnej, żydowskiej czy niemieckiej na terenie obecnej Polski i poza jej granicami. Powinniśmy być dumni i pokazywać turystom, że na naszych ziemiach odradza się kultura żydowska, która miała być starta z powierzchni ziemi, podobnie jak kultura polska. Ale nie opowiadać bredni.

Za słowa, że to polskie, a nie żydowskie, elity zostały zupełnie przeorane i zlikwidowane, za tę bezmyślną licytację krzywd Olszewski powinien otrzymać zakaz zajmowania jakichkolwiek stanowisk w instytucjach państwowych powyżej portiera do czasu ukończenia szkoły podstawowej. Choć nie wiadomo, jakiej historii będzie się po reformie uczyło dzieci w szkołach. Historyk dr Piotr Osęka zauważył bowiem, że w nowym podręczniku dla klasy IV nie ma ani słowa o zagładzie Żydów. Skąd więc Olszewscy mają się o tym dowiedzieć? Za brednie o tym, że kultura żydowska w praktyce cała przetrwała, skazałbym ignoranta na długotrwałą kurację w Muzeum Polin. Jak taki pożal się Boże szef POT się uchował, skąd się wziął? Moim zdaniem to nadgorliwość, pan O. wybiegł przed szereg, bo słyszał coś o nowej polityce historycznej, o tym, że Polska przede wszystkim, że pedagogika dumy, a nie wstydu, że każdy naród musi dbać o swoją pamięć, że Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku jest niemieckie, że – jak powiedział prezes – to podarunek Tuska dla Merkel. Głupie, szkodliwe poglądy Olszewskiego i innych wzięły się z karykaturalnej, zakłamanej, pseudo „polityki historycznej”. (Biorę w cudzysłów, bo moim zdaniem „polityka historyczna” to oksymoron, w przyrodzie występuje albo polityka, albo historia). Olszewski „chciał dobrze”, wyczuł, w którą stronę wiatr wieje, ale dał się zbytnio ponieść. Nadgorliwość została ukarana, ale nie martwmy się o ofiarę. Tyle jest posad do rozdania!

Umniejszanie strat narodu żydowskiego i eksponowanie strat poniesionych przez inne narody (przede wszystkim niemiecki) zaczęło się już w czasie wojny i zaraz po niej. Jeszcze dymiły krematoria, kiedy mówiono, że Żydom krzywda się nie dzieje. Adolf Eichmann, jeden z głównych sprawców Zagłady, pisał po wojnie, że Żydzi ponieśli stosunkowo niewielkie straty, które przyniosły im „niezależność narodową”, czyli własne państwo. Prawdziwymi ofiarami były Niemcy, z siedmioma milionami zabitych oraz z milionami zamordowanych w czasie usuwania ich po wojnie z ich dawnych terytoriów – pisał. Panu Olszewskiemu, który przejściowo będzie miał więcej czasu na czytanie i refleksję, polecam znakomitą książkę Moniki Sznajderman „Fałszerze pieprzu”. Autorka pochodzi z rodziny polsko-żydowskiej. Rodzina żydowska (ze strony ojca) zginęła, rodzina polska (ze strony matki) ocalała cała.

A że reakcja ministra Bańki była natychmiastowa? To dobrze. Kompromitacja była horrendalna. Także niektórzy publicyści bliscy IV RP dostrzegają już ogłupianie narodu. Jak widać w przypadku byłego już prezesa POT – skuteczne. Łukasz Warzecha w tygodniku Lisickiego zamieścił felieton pt. „Nie wychowujmy baranów”, krytyczny nie tylko wobec partii Tuska i jej stosunku do historii (co nie jest żadną nowością), ale i tego, co się wyprawia dzisiaj. „Nie da się uczyć krytycznego myślenia o historii, wpajając gotowe frazy, że Piłsudski był Wielki i Nieskazitelny, że w Teheranie i w Jałcie zły zachód zdradził ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]