POLITYKA

Niedziela, 25 sierpnia 2019

Polityka - nr 19 (2653) z dnia 2008-05-10; s. 124-129

Na własne oczy

Ryszarda Socha

Nalot

Ptaki coraz lepiej adaptują się do życia w cywilizacji. Kormorany i żurawie zakładają kolonie na obrzeżach wsi, gawrony, kawki, szpaki, sroki, wrony, a nawet mewy srebrzyste sprowadzają się do miast. Niby to miłe towarzystwo, ale nie do końca.

Sosnowy las w rezerwacie na Mierzei Wiślanej wygląda jak z baśni o złym czarnoksiężniku – na tle nieba sterczą martwe kikuty drzew. Na konarach widać ciemne plamy gniazd i czarne ptaki o smukłych kształtach. Wiosną najpierw przylatują samce. Zaczynają budować i remontować gniazda. Moszczą je gałązkami z igliwiem ułamanymi z drzew. Potem przylatują samice. Ptaki łączą się w pary. Składają jaja. Pozbawione igieł sosny obumierają. Szkodzą im także kormoranie odchody.

Właśnie na Mierzei Wiślanej, między Kątami Rybackimi a Sztutowem, jest największa kolonia kormoranów w Europie – ok. 11 tys. par lęgowych. Do tego dochodzą jeszcze single i singielki, które założą własne gniazda w wieku trzech lat. Inne wielkie skupiska kormoranów – w Danii i Holandii – są o prawie połowę mniejsze. Pod koniec XX w. szacowano, że na naszym kontynencie żyje ok. 200 tys. kormoranich par, a łącznie z Iuzakami – milion ptaków. To zdumiewające, zważywszy, że w latach 1940–1960 były one zagrożone ...