POLITYKA

Poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Polityka - nr 14 (3205) z dnia 2019-04-03; s. 38-393

Społeczeństwo

Piotr Pytlakowski

Naprawdę dobra zmiana

Jak Staszek Czerczak, niegdyś wygolony na glanc faszysta, zapuścił brodę i zaczął naprawiać siebie i świat.

Wysoki, barczysty, 38 lat, żona, dwójka dzieci, mieszkanie w bloku. Z okna widok na osiedle, sklepy, ludzi. Wszyscy się gdzieś spieszą. Staszek Czerczak też. Ucieka przed przeszłością i goni przyszłość. Wciąż ma przed oczyma sceny z oddali. Początek lat 90. Mieszkał w robotniczej dzielnicy Gorzowa Wielkopolskiego. Rodzice byli urzędnikami średniego szczebla. W domu pełno książek. Staszek zaczytywał się, brał z półek jak leci. Rówieśników unikał, bo nie kręciły go ich gry i zabawy. Aż do momentu, kiedy zauważył chłopaka przychodzącego do dziewczyny z górnego piętra. Tamten, nazwijmy go Tomek, zafascynował go swoją odmiennością – kurtka typu flyers, ciężkie glany, łysa czaszka. Okazało się, że chodzą do tego samego liceum. Kiedy w szkole starsi gonili młodsze roczniki – taka licealna fala – Tomek stanął w jego obronie. To wystarczyło, Staszek chciał być taki jak gość w stroju skinheada. Tomek też dostrzegł Staszka.

Krok jak na musztrze

Kiedy ogolił głowę i skompletował strój: martensy, bluza Lonsdale z naszywką NSDA (...