POLITYKA

Niedziela, 19 maja 2019

Polityka - nr 52 (3091) z dnia 2016-12-19; s. 46-47

Społeczeństwo / Tryptyk świąteczny

Elżbieta Turlej

Naprawiaczka dzieci

Wymyśliła miejsce, w którym dziecko, czekając na dom, trafia w sieć ramion i dłoni, żeby się nie zepsuło.

Pierwszy tulony miał tydzień. Urodził się w dzień oficjalnego otwarcia wioski Tuli Luli. Biologiczna wiedziała, gdzie go oddaje. Nikt jej nie oceniał. Była spokojna, a tulony płakał.

Nie zdążył zwątpić, że jego wołanie ma sens, bo przez ponad tydzień był jedyny i wszyscy wolontariusze od tulenia skupili się na nim. Uczyli się rozróżniać, niczym dialekt, odmiany jego płaczu. Karmili, bujali, masowali, dotykali, patrzyli w oczy i mówili. W sali doświadczania świata wirowały dla niego kolorowe podwieszane światła, płynęła woda i pachniały wyciszające olejki. Kiedy zasypiał w pokoju z kolorową tapetą i miękkim kocem z masującymi wypustkami, przy łóżku cicho pracował nawilżacz powietrza. Każde sapnięcie tulonego wyłapywała elektryczna niania – a ktoś słuchał. Jak w prawdziwym domu.

*

Ta historia zaczyna się przed laty, gdy Jolanta Kałużna, psycholog, zawodowa wychowawczyni dzieci, została wolontariuszką w łódzkim ośrodku dla narkomanów. Zaczynając pracę, wierzyła jeszcze, że wyrwanie uzależnionych z domów i półtoraroczny kurs terapii wystarczą, żeby dzieciaki z Monaru stanęły ...

Cywilni święci od prostych spraw. Psycholożka, która skrzyknęła grupę ludzi do tulenia opuszczonych dzieci. Konstruktor, który buduje rowery dla niewidomych, z porażeniem mózgowym, bez nóg albo rąk. Muzyk od cieknących kranów i urwanych umywalek. Cywilni święci od spraw prostych – a jakoś beznadziejnych.