POLITYKA

Sobota, 23 lutego 2019

Polityka - nr 46 (2731) z dnia 2009-11-14; s. 78-79

Poradnik / Modne stoki

Mariusz Janicki

Narciarz w podróży

Alpy mają wiele narciarskich zalet, ale jedną dla Polaków sporą wadę: są daleko. Można się tam dostać samolotem, autokarem, pociągiem. Ale wciąż niezawodny pozostaje własny samochód.

Od najbliższych alpejskich pasm, w austriackiej Styrii, dzieli Warszawę ok. 950 km, w Salzburgerlandzie – ok. 1000–1100km. Do włoskich Dolomitów trzeba przebyć średnio 1400 km, podobnie do wschodniej Szwajcarii. A Francja i zachodnia Szwajcaria to 1700–1800 km. To już w zasadzie odległości samolotowe, dlatego każdego roku niektóre linie, zwłaszcza niskokosztowe, otwierają sezonowe połączenia z miastami względnie blisko narciarskich kurortów: we Francji to Grenoble, we Włoszech Verona i Bolzano, w Austrii Salzburg. Stałe połączenia rejsowe Warszawa ma z Mediolanem.

Podróż samolotem jest nieuciążliwa, nie ma problemu z przewozem nart, za które zazwyczaj nie trzeba dopłacać (bo to połączenia z zasady nastawione na narciarzy), ale po wylądowaniu zaczynają się pewne problemy. Nie ze wszystkich lotnisk są wygodne połączenia autobusowe z kurortami. Bywa, że trzeba się przesiadać, co w przypadku rodziny z dziećmi może być uciążliwe. W praktyce oznacza to, że trzeba na lotnisku wynająć samochód plus łańcuchy na koła oraz bagażnik. To wydatek ok. 600–700 euro na tydzień. Wiele wypożyczalni ...