POLITYKA

środa, 22 maja 2019

Polityka - nr 45 (2166) z dnia 1998-11-07; s. 36

Świat

Roman Frister

Nasza kompania

W Stanach Zjednoczonych znajomości biznesowe najlepiej zawierają się na polu golfowym. W Anglii o koneksjach często decyduje wspólna ława w Oxfordzie lub prestiżowej, prywatnej uczelni. W Polsce wciąż jeszcze ma się kumpli od pół litra. W Izraelu najważniejszy jest koleś z wojska.

To chyba jedyny na świecie kraj, w którym wszyscy młodzi ludzie odbywają obowiązkową służbę wojskową. Nie jest to wojsko na pokaz. Większość żołnierzy przechodzi prawdziwą próbę ognia. Nie tylko podczas wojen - od powstania państwa było ich pięć -ale także na co dzień, w potyczkach granicznych, w walkach w Libanie, w starciach na Zachodnim Brzegu. Godzinami leżą razem w nocnych zasadzkach, pod gołym niebem, w upał i w deszcz, razem jedzą i razem śpią, ratują się nawzajem w niebezpiecznych sytuacjach. Gdy któryś z nich ginie, latami odwiedzają jego rodzinę. W takich warunkach tworzą się więzy trwające często przez całe życie.

Izrael nie ma zawodowej armii. Młodzież wkłada mundur na trzy lata, tuż po szkole średniej, jeszcze przed studiami. Najlepsi podpisują kontrakt na dodatkowe trzy lata, kończą szkoły wojskowe, po czym, przez całe niemal życie, raz w roku spotykają się na kilkutygodniowych ćwiczeniach. Po drodze uczęszczają na kursy specjalistyczne, awansują, nierzadko kończą służbę (w wieku 45 lat) ...

Tagi

Izraelwojsko