POLITYKA

Czwartek, 23 maja 2019

Polityka - nr 32 (2205) z dnia 1999-08-07; s. 36-39

Świat

Albert Burckhardt

Nauka oddychania

Mistrz Li pisze o sobie, że podobnie jak Budda i Jezus jest istotą wyższą, która ma dopomóc ludzkości w przezwyciężeniu zła. Nakazuje swoim zwolennikom unikanie lekarzy i kurowanie się siłą własnej woli - za pomocą wyzwolonej energii, która tkwi 3 cm poniżej pępka. Każdy adept wschodnioazjatyckich sztuk walki wie, gdzie koncentruje się siła, która pozwala zadać przeciwnikowi druzgocący cios. Na razie ciosy spadają na organizację, którą stworzył Li.

Każdego przybysza, który po raz pierwszy budzi się o świcie w dowolnym chińskim mieście, fascynują tłumy na ogół starszych ludzi, uprawiających w parkach, na skwerach i chodnikach żmudną walkę z cieniem w zwolnionym tempie. Poszczególnym układom ruchów i zestawom ćwiczeń towarzyszy odpowiedni, regulowany rytm oddechu. To praktykowanie kontrolowanego oddechu w połączeniu z gimnastyką i nieodzownymi medytacjami, sprzyjającymi koncentracji, nazywa się po chińsku qigong - sztuka oddychania.

Ta na pozór niewinna, stanowiąca integralny składnik chińskiej tradycji i codziennego życia Chińczyków gimnastyka nagle doznała upolitycznienia, a nawet nabrała charakteru demonstracji politycznej. W socjalizmie wszystko przecież ma związek z polityką w barwach czarno-białych: jeśli odbywa się za zgodą władz, ma odcień pozytywny, jeśli bez konsultacji z władzami - odcień negatywny. W tym przypadku wystąpił wariant drugi.

Do 25 lipca policja i służba bezpieczeństwa zatrzymały w całych Chinach ponad 5 tys. sympatyków gimnastyki i medytacji. Powó...